Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /wp-content/plugins/fresh-custom-code/bootstrap/pluginClass.php on line 116

Morderczy taniec pająka. Włoski tarantyzm.

Wyobraźcie sobie, że gryzie was tarantula. Domyślam się, że może to być nieprzyjemne uczucie, ale na szczęście nie śmiertelne – pomimo wielkości ich jad nie jest zabójczy. Zaraz jednak dotyka was niepohamowana chęć tańczenia. Próby walki nic nie dają, musicie to robić, aż nie padniecie z sił lub samo nie przejdzie. Możecie też umrzeć. Brzmi to jak fabuła kiepskiego horroru nawet nie klasy B, tylko wręcz D? Tak się jakoś składa, że coś takiego zdarzyło się naprawdę.

Cała ta historia zaczyna się jeszcze w średniowiecznych Włoszech. W pewnym momencie zaczął krążyć pogląd, że ukąszenie tego pająka (ale też węża czy skorpiona) wywołuje apatię, na którą jest tylko jedno rozwiązanie: taniec i muzyka. Tak narodził się tarantyzm, który przez kilka wieków dotykał kraj śródziemnomorski. Zależnie od rodzaju pająka wybierano odpowiednią muzykę, a “chory” coraz bardziej poddawał się jej rytmowi, aż zaczynał szalenie tańczyć. Rzecz była wielce zaraźliwa i sezonowa, a z czasem zaczął jej patronować święty Paweł, choć nie zawsze bywało tak pobożnie. Nie tak często, ale trafiały się orgie, które pewnie były bardziej uczęszczane niż “zwykłe zabawy”. A że święty, to i protekcja kościoła.

Dodać tylko księdza i wyjdzie szalony egzorcyzm.

Chyba nie będzie wielkim zaskoczeniem gdy powiem, że tarantyzm to nie sprawka żadnych pająków. Nie była to też jakaś choroba lub działalność kultu, choć występowało jakieś zorganizowanie (np. w postaci zespołów muzycznych). Najpewniej występował jakiś rodzaj nawracającej histerii. Może w ten sposób chciano dalej czcić boga Dionizosa, odprawiać bachanalia? Mogło tak być, choć najprawdopodobniej był to rodzaj ucieczki od codziennego życia. To były czasy bez telewizji, internetu, psychologów; od czasu do czasu wybuchały epidemie, a głód czy wojna nie był zjawiskiem odległym. Być może szalony taniec był jedną z metod radzenia sobie z szarą, a często czarną rzeczywistością.

 

Rysopis domniemanego winowajcy.

Tarantyzm nie był zresztą czymś wyjątkowym w Europie. Przez dużą część kontynentu przetoczyły się epidemie tańca, wybierające zdaje się kogo popadnie. Bywały bardziej bezecne, ale równocześnie bardziej śmiertelne. W sumie przypomina to nieco dzisiejsze koncerty, gdzie naprawdę wiernym fanom zdarza się być jakby w transie. Brazylijska fala jest świetnym przykładem na to, jak tłum może kogoś pociągnąć. Być może podczas takich szalonych tańców osoba mogła czuć się wolna, wyzwolona, nie czuć żadnych hamulców moralnych. Czy w tym wypadku by to nie przypominało lat 60 poprzedniego wieku, z hipisami i ruchem wolnej miłości, tylko w nieco inny sposób)? To przecież była walka ze społeczeństwem, łamanie tabu, wyłamywanie się spod norm.

Zostaw wiadomość

Leave a comment


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.


Copyright 2017 © All Rights Reserved Okult.pl, Krakowski Stańczyk     Designed by Okult.pl