10 najdziwniejszych gatunków muzycznych

Muzyka ma wiele oblicz tak samo jak cała sztuka. Moja lista najdziwniejszych gatunków muzycznych powinna ukazać ich nieco więcej. Niektóre twory trudno czasami uznać za sztukę, jednak zawsze znajdą się fani (w tym często i ja), którzy z jakiegoś mniej lub bardziej racjonalnego powodu obcują z tymi dziełami. Lista będzie dosyć konkretna, ale postaram się na pewno przybliżyć każdy z nich i podać od razu przykład.

Numer jeden: Grindcore

O Grindcorze można pisać całe poematy, jednak od czegoś wypadałoby zacząć. Sam gatunek wypłynął głównie na Wyspach Brytyjskich i w USA, jednak korzenie jednej i drugiej sceny nieco się różniły. W USA był to głównie metal, w UK – punk. Ostatecznie jedno i drugie wyewoluowało z mieszanki thrash metalu, hardcore’a i punk rocka. O co zatem w tym chodzi i co w tym dziwnego? Ekstremalność podkręcona do granic możliwości. Wokale są brutalne, często nieludzko przesterowane, często imitujące świńskie kwiczenie, ryki i innego rodzaju smakołyki. Muzyka jest równie brutalna, utwory często krótkie (You Suffer kapeli Napalm Death ma około sekundy) mieszczą się w hurtowych ilościach na płytach (EP wydana w 1989 roku kapeli Anal Cunt o nazwie 5643 Song EP posiadała dokładnie taką ilość utworów jaką autorzy podali ;)). Oczywiście same podgatunki grindcoru zasługiwałyby na osobny artykuł, ale pozostawię póki co ten temat nieruszony.

Wspomniany You Suffer (dla mnie zawsze to będzie klasyk):

Przykład deathgrindu w wykonaniu Cattle Decapitation:

Wspomniana EP Anal Cunt:

Numer dwa: Shitcore

Shitcore powstał jako podgatunek noize. Nikogo na pewno nie zdziwi już fakt, że chłopaki z Napalm Death i do tego gatunku przyłożyli swoje ręce. Sam gatunek z czasem ewoluował do różnych form, elektronicznych, dance, czy innych możliwych do wyobrażenia. Motywem przewodnim jest kał, dosłownie, lub w przenośni. Shitcore jest po prostu gó****ny i taki miał być w założeniach. Dźwięki, które kalają uszy i kakofonia trudna do słuchania to chleb powszedni. Niektóre numery bywają umuzykalnione, ale najczęściej bardzo szybko się to zmienia w kompletną jatkę ryków, pisków i dźwięków pochodzących na pewno z dominium Khorne’a.

Przykład shitcore’u w wykonaniu Passenger of Shit (który zdarza mi się słuchać 😡 ):

Numer trzy: Lowercase

Przyznam, że osobiście bardzo lubię ten gatunek. Ambient w najbardziej minimalistycznym wydaniu, pełny najczęściej… niczego. W większości to muzyka bez muzyki, mnie akurat relaksuje. Głównym jej prekursorem jest Steve Roden, dlatego pokażę wam oczywiście coś innego:

Numer cztery: Unblack Metal

Jak wiadomo świat nie jest czarno-biały, podobnie jest z metalem, a konkretnie black metalem, a raczej wybielonym black metalem? Pewnego dnia australijski zespół Horde w latach 90 udowodnił, że czarne może być białe wydając płytę Helling Usvart, która jak się szybko okazało stała się bardzo kontrowersyjna w środowisku black metalowców. Przechodząc do meritum – odwróćmy zatem odwrócony krzyż 😉

Numer pięć: Danger Music

Eksperymentalna awangarda, czy może być coś bardziej niszowego? Danger music powstał  na przełomie XX i XXI wieku i… jest po prostu czymś niezwykłym. Nazwa nie jest przypadkowa, z koncertów jeśli to tak można nazwać, nie wychodzi się często zdrowym. Większość z nich jest odwoływana z uwagi na to, że głównym założeniem Danger Music jest skaranie performera, lub widowni i mówiąc skaranie, mam na myśli dosłowne skaranie. Wpadnięcie w widownie buldożera, podkręcenie kolumn do takiej głośności, że uszkadza słuch to norma. Idealnym przykładem jest Takehisa Kosugi, który poinstruował performera, by wyłupił sobie oko, a następne za pięć lat. Innym znanym przykładem jest Nam June Paik, którego instrukcja polegała na wejściu w waginę żywego walenia. Yamantaka Eye nie patyczkował się na swoim show, tylko zasiadł za sterami buldożera i ruszył nim alejką za sceną.

Takehisa Kosugi w akcji:

Yamantaka Eye w akcji z buldożerem, czyli stare dobre lata 80:

Numer sześć: Black MIDI

Nazwa może zwodzić, nie, nie jest to metalowa, ani tym bardziej satanistyczna wersja muzyki MIDI. Black MIDI nazywa się często niemożliwą muzyką, z racji tego, że ilość nut dodawanych do odtworzenia przez automat jest tak duża, że nikt nie byłby wstanie tego zagrać. Najbardziej hardcorowe partie posiadają koło 93 bilionów nut. Sama nazwa wzięła się od wyglądu zapisu nutowego, który posiada taką ilość nut, że wszystko jest niemal czarne.

Przykład ze skromną ilością 170 tysięcy nut:

I przykład bardziej ambitny moim zdaniem z 30 milionami nut:

Numer siedem: Vegan straight edge

Tak, veganie też mają swój gatunek. Jest dosyć ciekawy, a jego tematyka obraca się głównie w tematach dbania o zwierzęta, jedzeniu roślin, nie zażywaniu narkotyków i nie uprawianiu seksu przedmałżeńskiego. Innymi słowy hardcore fit & pure. Sam straight edge powstał w Stanach na początku lat 80, więc już trochę sobie liczy, za ojca gatunku uważa się zespół The Teen Idles, choć wielu przypisuje to zespołowi Minor Threat z utworem Straight Edge.

Rzeczony wcześniej kawałek Minor Threat:

I coś nowszego może dla odmiany, tym razem Vegan Reich – Eternal Jihad (chłopaki podchodzą do tematu na ostro):

Numer osiem: Horror Country

No cóż powiedzieć, country też potrafi wgnieść srogością. Z tym gatunkiem akurat mam problem jeśli chodzi o czas powstania, dosyć mało informacji jest o nim, jednak z pewnością powstał, gdy pewnego dnia farmer usiadł ze swoją gitarą przed domem i zaczął snuć mroczne opowieści o zakopanych zwłokach swojej lubej pod piwnicą. Bo czemu nie?

Ckliwa ballada o Belzebubie kapeli Graveyard Train:

I bardziej skoczna opowieść chłopaków z The Dead South:

Numer dziewięć: Folktronica i Laptop Folk

Za termin Folktronica odpowiedzialny jest tekściarz Jim Byers. Obydwa gatunki są dosyć świeże i ich powstanie oscyluje gdzieś około roku 2000. Jak się można z nazwy domyśleć łączy gatunki folku i elektroniki, które razem dają dosyć specyficzną mieszankę… Najlepiej samemu ocenić.

Yeti z albumu “Mleko ludzkiej dobroci”, kapeli Caribou (Folktronica):

I trochę laptop folku:

Numer dziesięć: Crabcore

To musiało nastąpić prędzej czy później. Internetowy mem z 2009 roku szybko stał się gatunkiem muzycznym. Wiele nie różni się od zwykłego hardcore’u, poza bardziej podkręconym ekstremalnym brzmieniem i… pozycją kraba przyjmowaną przez członków zespołu na koncertach czy klipach. Podskoki uznajmy za normę. Powiedzmy…

Dziarskie kraby z Attack Attack! w klipie Stick Stickly:

Tym zakończę ładnie listę 10 najdziwniejszych gatunków muzycznych jakie udało mi się przypomnieć. Wiele z tych gatunków ma bardzo fajne perełki, które warto poznać. Wiem z własnego doświadczenia, że często w najdziwniejszych miejscach można trafić na coś naprawdę fajnego. Jeśli podobała wam się lista, albo sądzicie, że coś mogłoby na nią jeszcze trafić (a wiem doskonale ile by tego mogło być :)) to zostawcie ślad po sobie w komentarzu. Miłego (lub nie) słuchania. A, i uważajcie na siebie na koncertach danger music!

Koneser sztuki, muzyk, poeta, pisarz, pasjonat antyków, podróżnik i wyluzowany gość. Uwielbiający wszelkie podziemia, zaczynając od jaskiń, a kończąc na produkcjach z takowych pochodzących. Indie, alternatywa, underground, eksperymenty, “zapewne o tym nie słyszałeś”, to najczęściej występujące słowa w jego codziennym słowniku. Jego playlista to mieszanina praktycznie wszystkiego, z czego połowy zwykle nikt nie zna. Gdy wszyscy idą w jedną stronę, on z uporem wybierze drugą, a na koniec wróci z setkami ciekawych odkryć z wyprawy. Taki Dietrich, taki on.

Zostaw wiadomość

Leave a comment


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.



Website Security Test

Znajdziesz nas

Blogi

  • Krakowski Stańczyk

    Hucpa, swawola i łajdactwo w jednym.

  • Zielarski Alembik

    Zielono, zdrowo i ładnie. Czyli Cynthia w swoim żywiole ;)

Copyright 2017 © All Rights Reserved Okult.pl     Designed by Okult.pl