Aniele, stróżu mój.

Wpierw chciałbym przeprosić za brak wpisów w poprzednim tygodniu. Niestety sprawy osobiste i święta spowodowały, że nie miałem tak czasu wrzucać. Dlatego przez najbliższy tydzień nadrobię braki, wrzucając po dwa wpisy dziennie. Więc jazda z dzisiejszym kazaniem.

Będąc dzieckiem i, co ważniejsze, szczerym katolikiem pamiętam, że jedną z moich ulubionych modlitw było „Aniele boży stróżu mój”. Miała ona swoje niezaprzeczalne zalety: była krótka, łatwa do nauki i zwracało się w niej do swojego „niebiańskiego” opiekuna. Tam Bóg czy Maryja mogą Cię olać i woleć posłuchać modlitw pana Putina, ale twój anioł stróż powinien Cię jednak wysłuchać (z zaznaczeniem „powinien”). Poza tym ma być twoim duchowym ochroniarzem, chroniącym przed zakusami Belzebuba, a także przewodnikiem dającym inspirację, pomagającym w życiu itd. Coś jak Alfred, lokaj Bruce Wayne’a.

Choć sam częściej mam do czynienia z siłami nieczystymi, to jednak nie mam zamiaru atakować czy psuć opinię tym jakże światłym istotom. Wystarczy, że inni to robią, używając ich do celów marketingowych. Nie trzeba daleko szukać, wpisując dewocjonalia i wchodząc w ofertę dosyć szybko natrafi się na obrazy, medaliki czy nawet breloki. Wszystko rzecz jasna po kilkadziesiąt złotych, no bo w końcu trzeba oddać boskie co bogu. Nie będę dalej się z tego śmiał, bo bóg bogiem, człowiek człowiekiem, a pieniądze Mammona.

Chciałem zwrócić na coś innego uwagę: na osoby mówiące, że nie tylko się z nimi komunikują, co też współpracują. Normalnie bym na to machnął ręką, ale w internecie jest sporo płatnych rytuałów, które mają wykorzystywać chwalebną moc tych istot. Często drogich rytuałów, ale w końcu potrzebne są wyrzeczenia gdy w grę wchodzi niebiańska pomoc. Już nawet nie mówię o figurkach czy świecach, które też mają coś tam robić. Nie wiem, czy te rzeczy działają, czy rytuały przynoszą skutek i czy naprawdę rozmawiają z aniołami. Nie chce również zabrzmieć jak jakiś ksiądz, co to mówi, że „magia zaprowadzi Cię do Szatana”, ale cholera, trzeba jednak uważać. Kiedy w pokoju pojawi się kosmaty jegomość z widłami czy też kobieta z Japońskich horrorów raczej nikt nie pomyśli, że właśnie go odwiedza Armia Zbawienia.

A jeśli pojawi się jaśniejąca, piękna istota, mówiąca słodkie rzeczy? Nie słyszałem, by te istoty posiadały dowody tożsamości, nie wiem więc, czy przyjechała górą, czy też dołem? A skoro istnieją anioły, to chyba muszą też istnieć demony. Pierwsza z brzegu rzecz: rytuał leczniczy archanioła Rafela. Nigdy raczej się nie dowiem, czy pomoże mi niebiański medyk, czy też właśnie nie dostaje klątwą od Bafometa. Może być tak, że rytualista dobrze wie kto mu „pomaga” i świadomie wyciąga pieniądze. Może też święcie wierzyć, że naprawdę rozmawia z aniołami. Że z upadłymi i mówiącymi to, co chce usłyszeć, to inna bajka. Tak się zastanawiam, czy większa jest szansa na anielską, czy też demoniczną ingerencję? Zwłaszcza, gdy w grę wchodzi magia, wróżenie, a nie daj boże jeszcze kwestie biznesowe.

Kończąc swoje kazanie, drogie dzieci, chce tylko przypomnieć, że nie wszystko złote, co się świeci. Trzeba zważać na to, kto się może z tobą skomunikować. A zamiast wydać pieniądze może lepiej pomodlić się do własnego anioła.

Krakus z urodzenia, mag z zamiłowania, błazen z wyboru. To ja, Krakowski Stańczyk, piewca czarnego i wisielczego humoru, łamiącego jak precelki tabu. Nie zawsze wyśmiewający, ale też i pouczający, poglądy zgodnie z życzeniem zmieniający. Ratującego zwierzęta, przenosząc żuczki i ślimaki w bezpieczne dla nich miejsca. Magię znający nie tylko z teorii, ale i z praktyki. Lubiący książki, historię i słone paluszki. Na Okult.pl jak lajkonik na rynek przybyłem by w tym poważnym miejscu objawiać jeszcze poważniejsze, oj naprawdę poważniejsze wieści z wiedzy wszelakiej, czy to magicznej, czy zuchwałej.

Zostaw wiadomość

Leave a comment


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.


Copyright 2017 © All Rights Reserved Okult.pl, Krakowski Stańczyk     Designed by Okult.pl