Co o sobie piszesz, to Facebook wie. Czy jest sens kasować konto?

Nie wiem, na ile jesteście z bieżącymi wydarzeniami, ale Facebook nie ma ostatnio najlepszej prasy. Od zeszłego tygodnia nie ma również zwyczajnie szczęścia. Nie powiem, żebym jakoś bardzo żałował z tego powodu, że ów moloch traci miliardy dolarów, a Mark Zuckerberg spadł w dół w liście najbogatszych osób świata. Doszło do tego, że powstała akcja #DeleteFacebook, w której biorą udział nie tylko użytkownicy, ale też duże marki. Czy jest sens dołączać???

Ale o co w ogóle poszło? Otóż Cambride Analytica tworzył różne quizy i zabawy dla użytkowników Facebooka i przy okazji pobierał zawartość ich profili. Dane te nie tylko wykorzystywano do celów naukowych, ale przede wszystkim targetowania. I dla reklamodawców, i polityków. Poza pozyskiwaniem wyborców firma miała pomagać w łapaniu haków, a w tle czai się długie ramię Moskwy. Tak, zimny ruski czekista Putin (jak to mawia pan Michalkiewicz) miał przy pomocy tego wpływać nie tylko na wybory prezydenckie w USA, ale też w Polsce czy głosowanie odnośnie Brexitu.

Czy Rosja wpływała na wybory – nie wiem, ale głupotą jest mówienie o tym, że jakaś firma z Anglii decydująco wpływa na wybory na świecie. Jej wpływ był taki sam jak powiedzmy… gazety, która miesiąc wcześniej wypuszcza kompromitujący fakt. Jeżeli ktoś ma preferencje typowo lewicowe, to z powodu targetowania nie zagłosuje nagle na kandydata prawicy. No dobra, zawsze są wyborcy niezdecydowani.

Playboy już skasował konto.

Ale jeżeli serio można tak wpłynąć na wyborcę to znaczy, że jednak jemu prawa wyborcze powinny być zabrane. Bo widać nie obchodzi jego program partii (czyli coś, co powinno być najważniejsze), a wybór rządzącego ma dla niego takie same znaczenie jak to, czy wybrać Nike czy Reeboka. Zresztą użytkownicy bardziej idący w prawo już wcześniej narzekali na to, że Facebook ucina im zasięgi, przeszkadza w docieraniu do użytkowników i częściej kasuje konta. Czy popełniał głupoty, jak skasowanie strony o rowerach za pewien przyrząd w rowerze na literę „P”.

A to jest nic innego jak wojna tradycyjnych mediów z internetem. Gazety, telewizja i radio robią co tylko mogą, by cyberprzestrzeń wyglądała jak pole bitwy w Syrii. Po pierwsze reklamy są bardziej dostosowane pod osobę, na co taka telewizja sobie pozwolić nie może. Stąd kilkuminutowe bloki, by chociaż jedna z nich zainteresowała widza. Po drugie informacje. Jaka stacja takie poglądy, i w internecie jest nie inaczej, ale…

Blogi może pisać każdy i o wszystkim, nieważne czy jest specjalistą, czy nie. Do diaska, ja sam nie jestem specjalistą w temacie, o którym teraz pisze – a jednak pisze. Na Youtubie filmy może każdy wrzucać. Tak, rodzi to też patologie. Sam jednak częściej niż telewizyjne kanały oglądam te z YT. A powtórki z TV w samym necie. Chcecie poczytać felieton – wcześniej musieliście wydać pieniądze na gazetę. Dziś starczy, że choćby klikniecie w tego bloga. Każdy może bawić się w dziennikarza. Prawdziwym dziennikarzom to się chyba tak nie podoba. Ich szefom tym bardziej.

Ale znacznie większym problemem jest to, ile w ogóle wie o nas Facebook. Ale nie on sam, bo Google wie nie mniej, tylko to ten pierwszy oberwał. Tutaj macie wypisane to, co wie o was FB 🙂. Sporo? Weźcie pod uwagę jednak to, że w większości są to rzeczy, które my sami mu dajemy. On nie bierze tych informacji znikąd, sami dajemy mu je na tacy. Choć są podejrzenia, że może działać też nielegalnie. Są podejrzenia, że może podsłuchiwać swoich użytkowników, by jeszcze lepiej targetować reklamy. Pewnie w którejś aktualizacji wiadomość o tym będzie podana małym druczkiem. Mało kto przeczyta i już ok, to będzie legalne.

Tak działał PRISM

Zresztą ile osób pamięta jeszcze aferę PRISM? Bodajże minęło już 5 lat od kiedy wyszło, że rząd USA (i pewnie nie tylko) ma dostęp do wszelkich danych znajdujących się na największych serwisach internetowych. Google, Facebook, YouTube, Microsoft, Twitter i pozostałe giganty były oskarżane nie tylko o dzielenie się informacjami z rządem, ale też różnej maści korporacjami. Internet się zawalił? No nie, poszedł dalej.

Obecnie trwa akcja #deletefacebook, choć nie jest u niej tak głośno. Ale na świecie, poza samymi użytkownikami, swoje konta skasował Playboy, Mozilla, Elon Musk czy choćby swojski Cinkciarz.pl. Za pół roku, gdy pył opadnie, ich konta wrócą. Tak samo jak zapewne zrobi to część użytkowników. Bo jaka jest alternatywa, Rosyjskie VK? Samo skasowanie FB nic nie da, bo trzeba by się pozbyć Googla, Twittera i tak dalej. A na to pewnie się mało kto zdecyduje.

Dlatego w Polsce nikogo nie namawiam do skasowania konta na FB. Po pierwsze zmniejszy to mój zasięg 😀 A po drugie, to zwyczajnie nie ma sensu. Sens ma natomiast zdawanie sobie z tego, że to, co się wrzuci do internetu, już w nim pozostanie. Że grając w Pokemon GO podajesz innym swoją trasę. Że bawiąc się w quiz firma go tworząca może mieć dostęp do twojego profilu. Ponownie sobie o tym przypomnimy podczas kolejnej afery. Bo taka prędzej czy później wybuchnie.

Krakus z urodzenia, mag z zamiłowania, błazen z wyboru. To ja, Krakowski Stańczyk, piewca czarnego i wisielczego humoru, łamiącego jak precelki tabu. Nie zawsze wyśmiewający, ale też i pouczający, poglądy zgodnie z życzeniem zmieniający. Ratującego zwierzęta, przenosząc żuczki i ślimaki w bezpieczne dla nich miejsca. Magię znający nie tylko z teorii, ale i z praktyki. Lubiący książki, historię i słone paluszki. Na Okult.pl jak lajkonik na rynek przybyłem by w tym poważnym miejscu objawiać jeszcze poważniejsze, oj naprawdę poważniejsze wieści z wiedzy wszelakiej, czy to magicznej, czy zuchwałej.

Zostaw wiadomość

Leave a comment


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.


Copyright 2017 © All Rights Reserved Okult.pl, Krakowski Stańczyk     Designed by Okult.pl