Warning: count(): Parameter must be an array or an object that implements Countable in /wp-content/plugins/fresh-custom-code/bootstrap/pluginClass.php on line 116

Dzieło sztuki z odzysku.

W filmie „Jaś Fasola: nadciąga totalny kataklizm” najbardziej w pamięć zapadła mi scena, gdy główny bohater przypadkowo zniszczył obraz „Matka Whistlera”, a później nieudolnie starał się przywrócić mu pierwotny wygląd. W realnym życiu też zdarzają się podobne wypadki. W 2010 pewna kobieta wpadła na obraz Picassa „Aktor”. „Straż nocna” Rembrandta padła ofiarą zdenerwowanego gościa, a muzeum pluszowych misiów w Anglii zostało poważnie uszkodzone, gdy jeden z psów ochronnych dostał ataku szału i postanowił „pobawić” się pluszakami. Żadne z tych i podobnych zdarzeń nie odbiło się jednak takim echem jak to, co z “Ecce Homo” zrobiła Cecilia Gimenez.

Elías García Martínez w 1910 namalował obraz „Oto człowiek”, przedstawiający Jezusa z koroną cierniową. Dzieło znajduje się w sanktuarium miłosierdzia w miejscowości Borja. Przez lata stan obrazu podupadł. Cecilia Gimenez, emerytowana artystka, nie mogła dłużej na to patrzeć i sama postanowiła dokonać renowacji. Ciężko powiedzieć, ile czasu zajęła jej ta praca i czy robiła to za zgodą władz kościoła (ponoć właśnie tak było), ale efekt końcowy okazał się powalający. Dość powiedzieć, że oryginalny autor nie mógł nawet marzyć o takiej sławie swego dzieła.

Bo zamiast zamyślonego Jezusa pojawił się jeż. Albo coś, co ciężko by było nazwać człowiekiem, chyba że będąc wiernym fanem surrealizmu. Nie trzeba było długo czekać, by wiadomość o tym pojawiła się w mediach, ale chyba nikt się nie spodziewał zainteresowania z całego świata. Internet został zalany tysiącami memów, o dziele zaczęto mówić w najdalszych krańcach świata. Nie wieszano psów na starszej kobiecie, wręcz przeciwnie – pojawiła się petycja, by pozostawić dokonane przez nią zmiany. Kościół zaczął pobierać opłaty za możliwość oglądania obrazu (idą one na cele charytatywne), a okolice zalały gadżety związane z „nowym wizerunkiem” Jezusa. Malarka stała się celebrytką, nawet wystawiającą własne obrazy, przy okazji wspierając organizacje charytatywną.

Jezus 2.0

Gadu gadu, a tu jest ciekawa kwestia: zastanawiano się, czy nie naprawić obrazu, ale pojawiły się opinie, by zostawić “naprawioną wersję”. Fakt, dzieło Martineza stało się znane, ale jednak jako pośmiewisko. Pośmiewisko, które stało się elementem popkultury, w szybkim czasie podbijając cały świat różnymi przeróbkami. Malarz nie zostawił testamentu, który by mówił co zrobić w takiej sytuacji (bo pewnie jej nie przewidywał). Gdyby Cecilia Gimenez sama namalowała swoją wersję obrazu, to ta pewnie nie zyskałaby takiej sławy jak przerobiony oryginał. Pytanie więc do kogo teraz bardziej należy dzieło: jej czy oryginalnego autora?

Jestem również pewien, że tak pozytywny odbiór wynika, że obraz był mało, a praktycznie wręcz nieznany. Gdyby mowa była o powiedzmy “Damie z gronostajem”, również zyskałaby sławę, ale bardzo negatywną. Jestem pewien, że wieszano by psy i jak najszybciej żądano powrotu do stanu pierwotnego. Na dobrą sprawę to, co zrobiła, niczym się nie różni od napisania “tu byłem” na “Mona Lisie”, dewastacji dzieła. Nie wieszam na niej psów, pomogło to tamtej okolicy (kryzys gospodarczy w Hiszpanii) i każdy kto odwiedza Borja chce sobie zrobić zdjęcie z czymś tak znanym. Jak dla mnie ta sytuacja pokazuje, że w sztuce również występują podwójne standardy i gdy rzecz się tyczy mniej znanego twórcy to osoby postronne mogą sobie pozwolić na więcej. Nawet na własne przerobienie dzieła.

Zostaw wiadomość

Leave a comment


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.


Copyright 2017 © All Rights Reserved Okult.pl, Krakowski Stańczyk     Designed by Okult.pl