Grill, ognisko, Horus i Moloch.

Majówkę najlepiej spędzić na świeżym powietrzu. A skoro tak, to zawsze można rozpalić ognisko lub grill. Moja grupa na to wpadła, przy okazji chcąc sprowadzić Molocha. Świat jest jednak mały, również ten magiczny.

 

Postanowiliśmy ze znajomymi wykorzystać dobrą pogodę, która była w ostatni weekend. Słoneczny dzień, brak deszczu, po prostu miodzio. W samą majówkę nie mamy okazji się spotkać, tak więc sobie ją wcześniej zrobiliśmy. W te wiosenne dni nie ma nic lepszego od pieczonej kiełbaski. Zakupiliśmy więc, za tanie pieniądze, grill wielokrotnego użytku i udaliśmy się do kamieniołomu Liban.

To idealne miejsce na wiosenny, nocny wypad. Jest tam tyle miejsca, że w spokoju można było sobie rozpalić grill i spędzić całą noc przy ognisku, i nikt ci nie będzie przeszkadzał. A skoro nikt nie przeszkadzał, to można było zrobić coś magicznego. Tym bardziej, że zbliżała się Noc Walpurgii (która wypada w dniu, w którym napisałem ten wpis). Jak więc można to było uczcić? Można na przykład zrobić Mszę Choronzona. I sprowadzić Molocha. Swietni goście na nocny wypad do lasu, co pokazuje niejeden horror.

 

Moloch, czyli sponsor weekendowej wycieczki. źródło Wikipedia.

Tak więc najpierw sprowadziliśmy Molocha, gdzie ten w ognisku dawał ciekawe pokazy pirotechniczne. Potem witaliśmy Choronzona, a konkretnie jeden z nas. Oj były ciekawe elementy chaosu, nie powiem. Gdy to odprawialiśmy grupka na skarpie wyżej (zapewne kibiców) zaczęła drzeć się wniebogłosy oraz małpować zwierzęce zachowania, rozbijając butelki na prawo i lewo. Wtedy uznaliśmy, że co za dużo to niezdrowo i przenieśliśmy się dalej, w znane nam miejsce.

Obok paliło się inne ognisko i siedziała inna grupka. Nie taka zła, całą noc śpiewali piosenki i głośno żartowali. Siedzimy tak sobie i rozoakamy nowe ognisko, a tu ktoś stamtąd wyszedł na ścieżkę, niedaleko nas. I zaczyna coś opowiadać.

Początkowo myślałem, że to wieczor poezji antychrześcijańskiej. I Yhve się oberwało, i Maryja co nieco o sobie usłyszała. Aż tu nagle inny język, a potem imiona egipskich bogów. Najpewniej, tuż obok nas, ktoś wykonywał Inwokacje Horusa! Znajomy wywnioskował, że to Thelemici lub osoby z Argenteum Astrum.

 

Horus, czyli sponsor drugiej ekipy. Źródło Wikipedia

 

Również ja ją wykonywałem, relacje z niej macie tu i tu. Wracając, to było naprawdę dziwne. Sami wcześniej wykonywaliśmy praktyki magiczne, a tu trafiliśmy na kogoś podobnego. Kto w pewnym sensie robił coś z tego samego podwórka. Słyszałem wcześniej, że w tym miejscu można trafić na magów, a tu dosłownie na takich trafiliśmy.

Czym nie omieszkaliśmy się z nimi podzielić. Gdy przyjemny smak piwa zagościł w ustach głośno się śmialiśmy, że my wzywaliśmy Molocha, a oni Horusa. Nie do końca tak miło i grzecznie to zabrzmiało, no ale winę za to zwaliłem na Choronzona. Zawsze najlepiej zrzucić winę na siły duchowe.

Magowie są wśród nas. Jeżeli ktoś z miłej grupki spod ogniska obok rur to czyta, to najlepszego wam. Zrobiliście nam noc xD

Krakus z urodzenia, mag z zamiłowania, błazen z wyboru. To ja, Krakowski Stańczyk, piewca czarnego i wisielczego humoru, łamiącego jak precelki tabu. Nie zawsze wyśmiewający, ale też i pouczający, poglądy zgodnie z życzeniem zmieniający. Ratującego zwierzęta, przenosząc żuczki i ślimaki w bezpieczne dla nich miejsca. Magię znający nie tylko z teorii, ale i z praktyki. Lubiący książki, historię i słone paluszki. Na Okult.pl jak lajkonik na rynek przybyłem by w tym poważnym miejscu objawiać jeszcze poważniejsze, oj naprawdę poważniejsze wieści z wiedzy wszelakiej, czy to magicznej, czy zuchwałej.

Zostaw wiadomość

Leave a comment



Copyright 2017 © All Rights Reserved Okult.pl, Krakowski Stańczyk     Designed by Okult.pl