Inwokacja Horusa, czyli wśród bogów bieda

(Obrazek u góry to może nie on, ale świetnie oddaje obecną sytuację “szanownego bóstwa” Horusa)

W tamtym tygodniu opisałem, jak to podczas Inwokacji Horusa pojawił się owe bóstwo (link znajduje się tutaj). Horus podał rytuał, narzekał na brak alkoholu, ale też i spędził prawie godzinę. A nagadał się, nagadał. Od razu chciałbym zastrzec, że jego poglądy nie są moimi poglądami (dobre tłumaczenie gdy coś przemawia przez ciebie).

Tu to, co Horus gada.

Nie ma sensu pisać o jego naturze, gdy w kwestii braci, sióstr i rodziny podzielił się całkiem radosnymi wieściami. Otóż Egipski panteon ma być martwy, szczególnie takie osobistości jak Ra czy Ozyrys. Fakt, są gdzieś tam kulty i wyznawcy, składający ofiary, ale ogólnie bida z nędzą i Polska skarbówka. Jak zaznaczył najlepiej się chyba wiedzie Sethowi. To dobrze, że nie cała rodzina znajduje się w domu starców dla zapomnianych bóstw i jest jeszcze ktoś, kto może namieszać. W tym wypadku wywołać burzę.

Bardziej wygadany niż osoby z “Kropki nad I”

 

Dalej wedle jego wynurzeń wyznawcy są ważni, gdyż dusze mają swoją wartość – ważną jako bateria. Bez wyznawców bożek nie ma możliwości, niewiele może zdziałać i najpewniej trafia do piekła. Lub domu starców dla zapomnianych bóstw. Również Horus i jego kompanija nie mamiła swych wyznawców zupełnymi Hawajami po śmierci. W życiu robota, po śmierci robota, a że po śmierci nie ma chorób, to chorobowe odpada 🙁

Bez wyznawców wszelakie cuda i manifestacje mają nie być tak łatwe do zrobienia. To tłumaczy, czemu Horus to teraz taki leszcz, że nic nie da, nawet dobrego słowa. A wzywanie bez wyznawania, przynajmniej takich istot, ma nie być tak skuteczne. Stąd taka posucha u magów kontaktujących się z różnymi istotami. Już chcą, by ten dał im Mercedesa, numer przyszłego lotka i pozbył się nielubianego sąsiada. W zamian ciepłe słówko i może czasem z „pańskiego stołu” jakaś ofiara skapnie.

Jeśliś nie Egipcjanin, nie myśl nawet o sprowadzaniu egipskich bóstw.

 

Nie brzmi to nawet tak głupio. No bo jak tłumy (tłumy, hehe) idą do kościoła, to nie dziwne, że potem słońce sobie lata czy tam inwalida zaczyna tańczyć makarenę. Ponoć też rejon i “krew” ma mieć znaczenie przy takich istotach. Jeśli twoi przodkowie nie budowali piramid dla bogów/kosmitów, to nie dziw się, że kociogłowa traktuje Cię równie poważnie, co ty widok kupek w kuwecie.

 

Ponoć jegomość wziął pierwsze lepsze imię.

A co tam z Crowleyem i Eonem Horusa? Wedle ptasiogłowego to nie on z nim rozmawiał. Lub sam Aleister użył jego imienia. By brzmiało mistycznie. Nie ma nic wspólnego z Thelemą. Na dobrą sprawę nawet ta sama inwokacja ma tyle do niego, że używa jego imienia. I czasem może się pojawić. Lub nie. Jakie istoty się z nim kontaktowały, nie chciał zbytnio powiedzieć, ale że przy takich okazjach ludzie mu składają ofiary, to co by nie skorzystał?

Aha, pochwalił się wyznawcami liczonymi w tysiącach. Nie może przebierać w tym, kto go czci i przez to mało może. Prawdziwa zachęta do służenia mu.

 

Tak to jest, jak się szanse dla siebie widzi w przyszłej wojnie.

 

Horus wręcz przepada za innymi bóstwami. Jego zdaniem swój upadek (jak i kilku innych panteonów) zawdzięcza takim osobistościom jak YHVE, Allah czy Jezus, oj pała do nich miłością. Szczególnie lubi tego pierwszego, którego tytułuje “bogiem niewolników”. Samych ludzi też zdarzało mu się określać mianem niewolników. Można zatem się przekonać, że siły wyższe mają o nas takie same mniemanie, jak nasi rządzący.

Optymistycznie patrzy na przyszłość. Wie, że raczej nie uda mu się powrócić w “boskiej glorii i chwale”, dlatego liczy na wojnę religijną między chrześcijanami i muzułmanami. I tu kibicuje “zachodowi”, bo jeśli to się stanie, to może ktoś na południu sobie przypomni, że kiedyś tam były bóstwa o głowach zwierząt. A za ich czasów budowano piramidy, więc może nie byli tacy źli. Jeśli będzie mógł mieć jakikolwiek wpływ, będzie do tego dążył. Z całego serca życzę, by mu się nie powiodło.

Tu już przestał gadać.

Wbrew pozorom takie podejście, podczas tej całej rozmowy, mi się spodobało. Żadne tam miłe słówka, ciepła woda z kranu czy w “przyszłości będzie dobrze”. “Chce wojny” i “słudzy, gdzie moje wino”. To pokazuje, że siły wyższe są tak samo bezinteresowne jak my i powinno się uważać, komu chce się powierzyć swoją biedną, bez-majętną  duszę. Inaczej można się przejechać jak człowiek, który to całą swoją przyszłość zawierzył państwowym składkom emerytalnym, a te nagle wyskoczyły “hola hola kolego, zbankrutowaliśmy”.

Krakus z urodzenia, mag z zamiłowania, błazen z wyboru. To ja, Krakowski Stańczyk, piewca czarnego i wisielczego humoru, łamiącego jak precelki tabu. Nie zawsze wyśmiewający, ale też i pouczający, poglądy zgodnie z życzeniem zmieniający. Ratującego zwierzęta, przenosząc żuczki i ślimaki w bezpieczne dla nich miejsca. Magię znający nie tylko z teorii, ale i z praktyki. Lubiący książki, historię i słone paluszki. Na Okult.pl jak lajkonik na rynek przybyłem by w tym poważnym miejscu objawiać jeszcze poważniejsze, oj naprawdę poważniejsze wieści z wiedzy wszelakiej, czy to magicznej, czy zuchwałej.

Zostaw wiadomość

Leave a comment


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.


Copyright 2017 © All Rights Reserved Okult.pl, Krakowski Stańczyk     Designed by Okult.pl