Kongo Voodoo, czyli Loa na sprzedaż?

Jak przeglądam polski internet to widzę, że chyba nie pojawił się żaden nowy sklep magiczny. Choć to może złe określenie, bardziej chodzi mi o maga uprawiającego swoją sztukę dla innych za odpowiednie pieniądze. Postanowiłem zatem przeszukać rynki zagraniczne i dosyć szybko natrafiłem na Jahariego. Jak dla mnie brzmi podobnie do tego złego z Aladyna, i może nieprzypadkowo mi się to skojarzyło. Gdyż mowa o praktykancie Voodoo. A raczej Kongo Voodoo, czymkolwiek ono jest. Dla zainteresowanych podaje link ().

Jahari sam przyznaje, że jest wysokim kapłanem tej jakże starej sztuki. Odległość nie ma dla niego żadnego znaczenia; gdy pieniądze pojawią się na jego koncie tak się skupia na kliencie, że staje się z nim jednością. Żeby nie być zupełnie niegrzecznym napiszę, że daje on roczną gwarancje na swoje praktyki. Niezadowolonym mają być zwracane pieniądze i mam nadzieję, że naprawdę tak jest. Nie będę przedłużał, przejdę do jego asortymentu. Jedna rzecz już mi się nie podoba. Zaklęcia są bardzo podobne do tych z innego amerykańskiego sklepu, o którym kiedyś pisałem. Tak samo ceny. Większość zamyka się w 40$, płacąc dychę więcej czar będzie wykonany powtórnie.

Wizerunek zbrodniarza rzucającego klątwy za pieniądze.

Kongo Voodoo szybko pokazuje swoje mroczne oblicze. W miłosnych czarach mamy między innymi możliwość zmiany myślenia swego partnera. Tak samo jak to, by ukochana osoba traktowała ciebie jak osobę z wyższych sfer. Nie wszystkie są takie złe, bo istnieje cud – miód w postaci „jeszcze jedna szansa”. Po co bukiet kwiatów, spraw sobie rytuał. Dział pasja równie dobrze mógłby być w miłosnych, praktycznie to samo. Praktycznie, bo tam nie było nic o „niesamowitym, cudownym seksie” (). Jeśli nie ma się dostępu do niebieskich tabletek to jest jakaś alternatywa.

Finansowe ma nudne. Jedyne, co zwraca uwagę, to na wolne i łatwe życie. Z chęcią bym się zapytał, czy sam Jahri je stosuje ale wątpię, bym uzyskał odpowiedź. Z tych na szczęście dominują te związane z grami losowymi. Jest nawet na powodzenie w kasynach, czyli na stołach i jednorękich bandytach. Zamiast 40 baksów wziąłbym duży procent od wygranej. Na koniec coś, co tygryski lubią najbardziej: klątwy! Niestety, jest ich ledwo 7, z czego jedna to anulacja. Poza tym mamy oko za oko, pozbycia się rywala, koniec znajomości i rzucenie samej klątwy. Wiele w jej opisie nie ma, ale sam kapłan przestrzega, by nie rzucać jej nadaremno. Nie dziwię mu się, sam bym się mocno zastanowił przed wydaniem prawie 200 zł.

Będąc szczerym powiem, że nie jest to najlepszy płatny mag, jakiego to miałem okazję znaleźć. Ale taka jest już specyfika tego rynku, większość rzeczy jest do siebie bardzo podobna. Często wręcz to wygląda na kopiuj – wklej. Tak swoją drogą zastanawiam się jak ów wysoki kapłan Kongo Voodoo wykonuje swoje rytuały. Czy składa tam kozły i inne zwierzątka w ofierze, czy jak mniemam część pieniędzy wpłaca na konto duchów, tak zmuszając je do współpracy.

Krakus z urodzenia, mag z zamiłowania, błazen z wyboru. To ja, Krakowski Stańczyk, piewca czarnego i wisielczego humoru, łamiącego jak precelki tabu. Nie zawsze wyśmiewający, ale też i pouczający, poglądy zgodnie z życzeniem zmieniający. Ratującego zwierzęta, przenosząc żuczki i ślimaki w bezpieczne dla nich miejsca. Magię znający nie tylko z teorii, ale i z praktyki. Lubiący książki, historię i słone paluszki. Na Okult.pl jak lajkonik na rynek przybyłem by w tym poważnym miejscu objawiać jeszcze poważniejsze, oj naprawdę poważniejsze wieści z wiedzy wszelakiej, czy to magicznej, czy zuchwałej.

Zostaw wiadomość

Leave a comment


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.


Copyright 2017 © All Rights Reserved Okult.pl, Krakowski Stańczyk     Designed by Okult.pl