Krakowski Stańczyk przewodnikiem. Kamieniołom Liban i obóz Płaszów.

Niedaleko mnie znajduje się były Niemiecki obóz pracy Płaszów. Nie będę kłamał, zamiast z miejscem kaźni ów teren kojarzy mi się bardziej z zielenią i wypoczynkiem. I jako najszybsza trasa do Bonarki. Wiele rzeczy jednak przypomina o historii tego miejsca. Ostatnio, ku zaskoczeniu mnie samego, pełniłem funkcję przewodnika turystycznego.

Było ciepłe popołudnie, skończyłem robotę i wracałem do domu przez Krakowskie Krzemionki (bo to na nich znajdował się obóz pracy Płaszów). Gdy byłem przy wyjściu pewien pan zapytał się mnie, jak dojść do kamieniołomu Liban. Trzeba wam wiedzieć, że wśród znajomych powszechnie jestem znany ze swojej orientacji w terenie. Ba, nawet z GPS-em potrafię się zgubić, a to już nie byle jakie osiągnięcie^_^

Tak więc zacząłem tłumaczyć, zapewne trochę pokrętnie, jak powinien iść by tam trafić. Po dłuższej chwili uznałem, że kierując się swoimi radami sam bym się zgubił, dlatego machnąłem ręką i powiedziałem, że mogę go tam zaprowadzić. Gary, bo tak miał na imię ów turysta, był szczerze zachwycony. Miejscowy, zna teren i historię (przynajmniej w miarę) i jest gotów oprowadzić. Tego dnia i tak nie miałem żadnych planów, a skoro rząd i nierząd nie jest w stanie zadbać o dobre imię Polski, to ta rola spadła na barki „biednego” Krakowskiego Stańczyka. Dobrze, że mój angielski pozwalał na komunikacje. Gry, filmy i bajki nie poszły na marne (ze szkoły wyniosłem jeno gramatykę).

 

 

Gary Davidson widział wcześniej Szary dom (czyli obozowy karcer), willę komendanta, Pomnik ofiar faszyzmu w Krakowie oraz miejsce straceń. Szybko doszliśmy do Hujarowej górki (miejsce egzekucji więźniów), gdzie zostaliśmy na chwilę. Tu też byłem świadkiem modlitwy za zmarłych. Ciekawe doświadczenie, widzieć coś takiego nie w telewizji czy w oddali, ale tuż obok siebie, w pewien sposób samemu w tym uczestniczyć.

Następnie przeszliśmy do starego podgórskiego cmentarza. A raczej jego ruin, gdyż w świetnym stanie ostała się tylko jedna macewa (czyli nagrobek). Gary wyjaśnił mi, czemu Żydzi zostawiają na swoich grobach kamienie, bo tych było mnóstwo. „Kwiaty więdną, kamienie pozostają”. Jest w tym jakiś sens, ale nie zamierzam się kłócić o to, jaki sposób jest lepszy. Kultura, historia, tradycja.

Tu muszę znów pochwalić się swoją orientacją w terenie, chciałem zaprowadzić go jak najkrótszą drogą, a cóż…. trochę metrów się nadrobiło. Ale Gary nie wyglądał na niezadowolonego, bo przez to miał piękny ogląd z góry na kamieniołom Liban. Pogoda dopisała, widok był naprawdę piękny, co korelowało z historią miejsca. Szczególnie gdy opowiedział co działo się w Mauthausen , gdzie Niemcy ze skarpy zrzucali w dół ofiary. Pewnie i tutaj się to zdarzało. Dalej doszliśmy do ruin obozowych magazynów żywności. I tu zatrzymaliśmy się na dłużej, bo postanowił zrobić sporo zdjęć tego miejsca oraz nagrał krótki filmik. Zastanawiał się, czy na tym nie zakończyć swojej wizyty po obozie Płaszów. Czas go gonił, musiał zdążyć na samolot, ale przekonałem go, że zdąży jeszcze zobaczyć kamieniołom Liban z wewnątrz. Było to po drodze, więc się zgodził.

 

Wspomniana scenografia filmowa.

 

Ach, opisuje co się działo, a nie z kim byłem. Gary Davidson pochodzi z Boston (stan Massachusetts) i jest rabinem w armii USA. Dopiero gdy to powiedział zrozumiałem, czemu jego plecak ważył z połowę tego, co ja. Obecnie stacjonuje we Włoszech, a do Polski przybył w czasie przepustki. Obóz Płaszów był jego ostatnim miejscem przed powrotem do macierzystej bazy. W zasadzie to była jego ostatnia dłuższa przerwa, bo jest przenoszony na daleki wschód. Mam nadzieję, że nie zdradzam żadnej tajemnicy wojskowej, ale chodzi konkretnie o Koreę Południową O.O Tak się składa, że będzie się znajdował blisko strefy zdemilitaryzowanej, jak sam stwierdził gdyby cokolwiek się stało, to jego placówka będzie celem pierwszych ostrzałów. Mam nadzieję, że ostatnie rozmowy dyplomatyczne nie zwiastują problemów, przynajmniej w najbliższym czasie.

Przy okazji był naprawdę mi wdzięczny za to, że go oprowadzam, opowiadam historię i jestem pomocny na tyle, na ile mogę. Machałem ręką i mówiłem, że to nic takiego, ale było widać, ile ta wizyta dla niego znaczyła. Zwłaszcza, że następnego dnia (jak dobrze zrozumiałem) miał wygłosić przemówienie o Holokauście. Zresztą jako wierzący Żyd, a tym bardziej rabin, przebywanie w miejscu kaźni musiało być mocnym doświadczeniem. Zwłaszcza, że dzień wcześniej był w Auschwitz. Tym bardziej cieszę się, że znalazł się jakiś miejscowy, który postanowił być pomocny. Raczej unikaliśmy polityki, zamiast tego dowiedziałem się co nieco o Alamo:-)

Doszliśmy w końcu do kamieniołomu Liban. Początkowo sprawiał wrażenie niezdecydowanego, czy był sens tutaj przychodzić, ale wszystko zmieniło się, gdy zobaczył szlak macew. Chodzi mianowicie o pozostałości scenografii z „Listy Schindlera”, ciąg sztucznych kamieni nagrobnych. Ciężko było mu uwierzyć w to, co widział, dlatego namiętnie filmował okolice i robił mnóstwo zdjęć. Nie zdziwiłbym się, gdyby z całej wizyty w Krakowie to najbardziej zapamiętał. Nie dziwię się, na mnie też to zrobiło ogromne wrażenie, gdy pierwszy raz to zobaczyłem.

 

Ja i Gary (a co tam, nie cenzura, nie będę zasłaniał twarzy).

 

Potem jeszcze odprowadziłem go na przystanek. Przekonałem go, że nie ma sensu zamawiać taksówki (a miał pół godziny by trafić na dworzec główny), że szybciej i taniej wyjdzie mu podróż tramwajem. W końcu i do tego się przekonał, wymieniliśmy się również FB. Wieczorem się dowiedziałem, że i zdążył na samolot, i wrócił do swojej bazy wojskowej.

Szczerze nie żałuje czasu, który z nim spędziłem. Nie ma co kłamać, Polska nie ma ostatnio najlepszej prasy na świecie. Na tyle ile mogłem starałem się go przekonać, nie nie ma u nas takiego antysemityzmu. Zamiast moich słów chyba bardziej mogło go przekonać to, że znalazł się miejscowy, który postanowił być pomocny. Tym bardziej jeśli zamierza mówić o tragedii Holokaustu. Tu już nie chodzi, żeby podczas mowy miło mnie wspomniał (choć na zdjęciach i filmach jestem ;-P). Może przez to milej wspomni nasz kraj, nie tylko jako miejsce kaźni, ale też pomocnych ludzi. Może lepiej zacząć nie od wielkich, a takich właśnie, małych akcji.

Mam nadzieję Gary, że tam, w Korei, nic się nie będzie działo. I że jeszcze kiedyś odwiedzisz Polskę, zobaczysz naszą historię i tradycję. Nie tylko tą związaną z czasem 2 wojny światowej. Nasze dwa narody były przez wieki ze sobą związane. A Wawel polecam w ciemno.

PS za Chiny ludowe nie spodziewałbym się, że będę kogoś oprowadzał xD Nie, jednak do tego się chyba nie nadaje.

Krakus z urodzenia, mag z zamiłowania, błazen z wyboru. To ja, Krakowski Stańczyk, piewca czarnego i wisielczego humoru, łamiącego jak precelki tabu. Nie zawsze wyśmiewający, ale też i pouczający, poglądy zgodnie z życzeniem zmieniający. Ratującego zwierzęta, przenosząc żuczki i ślimaki w bezpieczne dla nich miejsca. Magię znający nie tylko z teorii, ale i z praktyki. Lubiący książki, historię i słone paluszki. Na Okult.pl jak lajkonik na rynek przybyłem by w tym poważnym miejscu objawiać jeszcze poważniejsze, oj naprawdę poważniejsze wieści z wiedzy wszelakiej, czy to magicznej, czy zuchwałej.

Zostaw wiadomość

Leave a comment


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.


Copyright 2017 © All Rights Reserved Okult.pl, Krakowski Stańczyk     Designed by Okult.pl