Lis czy piłka plażowa? Zabawa szlachty w podrzucanie zwierząt.

Tak się zastanawiam, jaka to dyscyplina miałaby szansę wygrać tytuł najbardziej idiotycznego sportu. Taki curling zawsze kojarzył mi się z rzucaniem czajnika i mopowaniem podłogi. Nie wyobrażam sobie jednak, by podczas tego padła jakaś ofiara śmiertelna. Inaczej to wygląda, gdy w zawodach biorą udział zwierzęta. Wiele się mówi o losie byków podczas korridy, a w czerwcu zeszłego roku na arenie zmarł znany matador. Sportowo taka rywalizacja ma jeszcze sens. A czy rzut lisem ma jakikolwiek sens?

Przykładowe spędzanie czasu ówczesnej elity.

W przeszłości lis był był równoznaczny ze szkodnikiem, nic więc dziwnego, że polowania na nie uważano za wspaniałą zabawę. Aż w XVII wieku trafił się jakiś leniwy szlachcic, któremu nie chciało ruszyć swoich 4 liter z dworu. Po co ma gonić za zwierzętami, gdy te mogą przyjść wprost do niego. Tak narodziło się podrzucanie lisów (a także zajęcy, dzików, borsuków i co tylko panom arystokratom wpadło w ręce). Sport był popularny jeszcze w następnym wieku, dopiero później zaczął odchodzić w zapomnienie.

Jak to wyglądało? Otóż uczestniczyło w tym wiele osób, podzielonych na dwuosobowe pary. Brali w tym udział zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Całość odbywała się na arenie, która mogła być wyznaczonym kawałkiem placu czy dziedzińca. Para trzymała za końce długiej, kilkumetrowej wstęgi. W pewnym momencie wypuszczano zwierzę (najczęściej lis), które prędzej czy później wbiegało na jakąś wstęgę. Wtedy zawodnicy z całej siły rzucali nim w górę. Wygrywał ten, którego zwierzę wzbiło się jak najwyżej. Zapewne z powodu braku odpowiednich przyrządów czy nagrań wideo w tej kwestii sugerowano się jedynie wzrokiem.

Istny ubaw po pachy.

Nie trzeba chyba dodawać, że często kończyło się to kontuzją lub śmiercią podrzucanego ssaka, gdyż potrafił on wzbić się na kilka metrów wzwyż. Zakładam, że psy, służba czy sama szlachta znajdowała nie mniejszą uciechę w dobijaniu rannych istot. Żeby była jakaś sprawiedliwość uczestnicy sami do końca nie byli bezpieczni. Przestraszone zwierzę mogło zaatakować człowieka, zapewne zdarzały się też obrażenia, gdy to spadło na kogoś. Ktoś pewnego razu „zaprosił” dziki, które to mściły się na oprawcach, niszcząc suknie dam. Szlachta starała sobie umilić czas jak tylko mogła. Urządzano istne maskarady, gdzie mężczyźni przebierali się za bohaterów z legend, kobiety zaś za boginie i muzy. Żeby bardziej zachować klimat zwierzęta również ubierano w kolorowe stroje.

W podrzucaniu brały udział koronowane głowy, w tym nasz król August II Mocny, znany ze swojej herkulesowej siły. Ten to zresztą urządził chyba największe rozgrywki w Dreźnie, podczas to których rzucono prawie siedmioma setkami lisów, pięcioma setkami zająców i kilkudziesięcioma borsukami i kotami. Łapiecie to? Prawie półtora tysiąca zwierząt rzucano w górę jak piłki plażowe. Nie zdziwiłbym się, gdyby zwycięzcą został August II, który podobno trzymał swój koniec szarfy jedną ręką, za partnerów mając dwóch siłaczy.

Nie ma co kłamać, była to barbarzyńska zabawa, która w dzisiejszych czasach raczej by nie zdobyła uznania. Na pewno nie w naszym kręgu cywilizacyjnym. Nie ma co nawet myśleć, ile zwierząt mogło paść podczas tego, skoro tylko w takim Dreźnie wzięło ich udział więcej niż tysiąc. Naprawdę musiało się im cholernie nudzić, skoro ktoś wpadł na taki pomysł, a inni szybko go podchwycili. Wiem, ile kontrowersji wzbudza korrida, ale ona jednak wymaga umiejętności, a także matador ryzykuje swoim życiem. A to było zwykłe męczenie zwierząt. Które zapewne z czasem się znudziło.

Krakus z urodzenia, mag z zamiłowania, błazen z wyboru. To ja, Krakowski Stańczyk, piewca czarnego i wisielczego humoru, łamiącego jak precelki tabu. Nie zawsze wyśmiewający, ale też i pouczający, poglądy zgodnie z życzeniem zmieniający. Ratującego zwierzęta, przenosząc żuczki i ślimaki w bezpieczne dla nich miejsca. Magię znający nie tylko z teorii, ale i z praktyki. Lubiący książki, historię i słone paluszki. Na Okult.pl jak lajkonik na rynek przybyłem by w tym poważnym miejscu objawiać jeszcze poważniejsze, oj naprawdę poważniejsze wieści z wiedzy wszelakiej, czy to magicznej, czy zuchwałej.

Leave a comment



Copyright 2017 © All Rights Reserved Okult.pl, Krakowski Stańczyk     Designed by Okult.pl