Mój bóg, samolot.

Jak pamiętam z geografii ocean Spokojny to duży akwen wodny, na którym znajduje się mnóstwo wysp, większych i mniejszych. Cargo to z kolei angielska nazwa ładunku. Na archipelagu Melanezji (leżącym „obok” Australii) narodził się jeden z najciekawszych kultów, do którego powstania przyczynił się biały człowiek. Kult Cargo, bo o nim będzie mowa, jest świetnym przykładem na to, jak wpływ zaawansowanej technologii, niezrozumiałej dla miejscowych, może zostać odczytany jako magia i działanie bogów.

Choć pierwsze z nich pojawiły się w XIX wieku, to ich rozwój przypadł na wiek XX. Tubylcy, żyjący pod kuratelą Anglików i Francuzów, obserwowali doprawdy niebywałe rzeczy. Otóż do białych, którzy nic nie robili, a tylko siedzieli i pierdzieli w fotel, przypływały metalowe statki ze wszystkimi dobrami. Metalowe ptaki były nie mniej łaskawe w dzieleniu się bogactwami niebios. Dodano A do B i okazało się, że przybyli muszą co najmniej być istotami boskimi, którzy czyniąc magie sprowadzają bogactwa ziemi. Bez pracy. Ktoś inny szybko uznał, że nie trzeba pracować. „Zbudujmy gniazdo” – zapewne powiedział swym braciom – „Metalowe ptaki i dla nas będą łaskawe”. Budowali więc imitacje lotnisk, portów i samolotów w nadziei, że i im coś uszczknie z samolotów. Korzystali również z „telefonów” oraz używali „karabinów”. Biblia zaś miała być niepełna, bez stron mówiących o magicznych sposobach sprowadzania rzeczy.

Na Vanatu w latach 30 pojawił się John Frum. Mesjasz głoszący równość, ale i odejście białych. Dla tubylców miały zostać po nich całe góry bogactw. Przed śmiercią ogłosił, że należy porzucić tradycje obcych, a przybędzie tyle cargo, że hej! I spełniło się, wraz z pojawieniem się wojsk amerykańskich walczących z Japonią. Jakież zdziwienie musiał wywołać widok czarnoskórych żołnierzy, tak dobrze ubranych i wyposażonych. Skoro dla nich bóstwa były dobre, to dlaczego nie dla miejscowych? Kto mógł przystąpił do budowy lotnisk dla żelaznych orłów.

 

Cargo

 

Niektóre odłamy zaadaptowały tak znanych świętych jak Wuj Sam czy Święty Mikołaj. Również znane osoby doczekały się uznania boskości. W 1974 książę Filip zrobił tak oszałamiające wrażenie, że szybko został ogłoszony lokalnym bóstwem, podobnie jak król Jerzy V. Amerykański prezydent Lyndon B. Johnson miał zostać ogłoszony władcą przez mieszkańców Nowego Hanoveru, którzy w ten sposób chcieli żyć w raju, za jaki uznawali USA.

Oczywiście może to brzmieć śmiesznie, ale czym to się różni od oczekiwania na mesjasza, lepszego życia gdzieś indziej czy wiary w cuda. Wśród Azteków skądś musiała się zrodzić nadzieja na przybycie ze wschodu Quetzalcoatla, którego zobaczyli w przybywających Hiszpanach. A czy żelazne ptaki sprowadzające dobra są mniej realne od tańczącego słońca, płaczących figurek lub wszelakich objawień?

Krakus z urodzenia, mag z zamiłowania, błazen z wyboru. To ja, Krakowski Stańczyk, piewca czarnego i wisielczego humoru, łamiącego jak precelki tabu. Nie zawsze wyśmiewający, ale też i pouczający, poglądy zgodnie z życzeniem zmieniający. Ratującego zwierzęta, przenosząc żuczki i ślimaki w bezpieczne dla nich miejsca. Magię znający nie tylko z teorii, ale i z praktyki. Lubiący książki, historię i słone paluszki. Na Okult.pl jak lajkonik na rynek przybyłem by w tym poważnym miejscu objawiać jeszcze poważniejsze, oj naprawdę poważniejsze wieści z wiedzy wszelakiej, czy to magicznej, czy zuchwałej.

Leave a comment



Artykuły:

Krakowski Stańczyk przedstawia:

Copyright 2017 © All Rights Reserved Okult.pl, Krakowski Stańczyk     Designed by Okult.pl