Najdroższa fałszywka świata?

Sztuka potrafi być droga, każdy to wie. Obraz Leonarda da Vinci „Salvator Mundi” był ostatnio wystawiony na sprzedaż. Aukcja jakich wiele, ktoś może powiedzieć. Ano nie do końca, bo po trwającej 19 minut walce cena wzrosła od otwierających 70 milionów dolarów do ponad 450 milionów. Tak, dobrze przeczytaliście, obraz poszedł za prawie pół miliarda. Ma on ciekawą historię, przez kilka wieków był zaginiony, trafiał z rąk do rąk, swego czasu angielski kolekcjoner sprzedał go za 45 funtów. Dopiero w 2005 autentyczność dzieła została potwierdzona. Chyba, bo dalej krążą podejrzenia, że jednak tak kolorowo nie jest.

Tak, fałszywe dzieła sztuki były problemem kiedyś, są i dalej. Na przykład z naszego podwórka warto wspomnieć o pracach Nikifora, których liczba idzie w dziesiątki tysięcy (dziennie potrafił namalować kilka obrazów) i pewnie trzy razy tyle podróbek. Nie ma mowy o zawrotnych kwotach, sprawdzenie autentyczności jest więc często nieopłacalne. Tak się właśnie zastanawiam, za ile poszedł najdroższy obraz, który na pewno nie był prawdziwy. Podejrzewałem, że może chodzić o Hana van Meegerena, który oszukał Goeringa i po wojnie musiał dowieść swoich zdolności (do podrabiania dzieł), by uniknąć kary za współpracę z nazistami.

Wskażcie 10 różnic.

 

W 2011 w Chinach sprzedano za 11 milionów obraz Xu Beihonga, przedstawiający nagą kobietę. Autentyczność dzieła potwierdził syn malarza, co jednak okazało się słabą rekomendacją. Grupa studentów przyznała się, że go namalowała, blisko 30 lat po śmierci artysty. Najciekawsze jest to, że dom aukcyjny nie poczuwa się do odpowiedzialności. Zresztą w państwie środka dzieła sztuki kopiuje się na potęgę, a tamtejsze prawo nie stwierdza, kto powinien odpowiadać w przypadku wykrycia fałszerstwa. To naprawdę dla mnie zabawne, że suma, która dla wielu jest tylko marzeniem, poszła za (może ładnie wyglądający) szmelc. Jak widać robiąc zakupy w państwie środka trzeba naprawdę uważać, nieważne czy mowa jest o butach, czy dziełach o historycznej wartości.

Fałszywka Rubensa czy Picassa raczej nie wchodzi w grę. Kiedy w grę wchodzą dziesiątki milionów baksów raczej żaden dom aukcyjny nie chciałby mieć zniszczonej renomy. Co innego w przypadku tańszych dzieł sztuki, wartych kilka tysięcy. Tu już jest łatwiej o podrobienie, a ktoś może wyjść z założenia, że jak już coś sprzedają, to sam ten fakt świadczy o autentyczności. Sprzedawca sam może uznać, że jeżeli obraz jest wart 3000 zł, a potwierdzenie 1000 zł, to mu się to nie opłaca. Tak więc najbardziej trzeba uważać przy “taniej sztuce”, nie tej horrendalnej. Dokonania Meegerena były możliwe chyba tylko w czasie wojennej zawieruchy, a do zdarzenia z Chin raczej by nie doszło w którymś z renomowanych domów aukcyjnych.

Krakus z urodzenia, mag z zamiłowania, błazen z wyboru. To ja, Krakowski Stańczyk, piewca czarnego i wisielczego humoru, łamiącego jak precelki tabu. Nie zawsze wyśmiewający, ale też i pouczający, poglądy zgodnie z życzeniem zmieniający. Ratującego zwierzęta, przenosząc żuczki i ślimaki w bezpieczne dla nich miejsca. Magię znający nie tylko z teorii, ale i z praktyki. Lubiący książki, historię i słone paluszki. Na Okult.pl jak lajkonik na rynek przybyłem by w tym poważnym miejscu objawiać jeszcze poważniejsze, oj naprawdę poważniejsze wieści z wiedzy wszelakiej, czy to magicznej, czy zuchwałej.

Zostaw wiadomość

Leave a comment


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.


Copyright 2017 © All Rights Reserved Okult.pl, Krakowski Stańczyk     Designed by Okult.pl