Noc Beltaine w Krakowie

Kraków miastem magicznym jest. Wieki temu miasto uchodziło za mekkę astrologów i alchemików, a wśród osób przebywających można wymienić Fausta, Sędziwoja czy Twardowskiego. Czy dziś się zmieniło? Raczej nie, skoro mogło się odbyć święto Beltaine.

Noc z 30 kwietnia i 1 mają była ważnym okresem w dawnej Europie. Wtedy to Celtowie obchodzili Beltaine, Germanie noc Walpurgii, a Słowianie swoje święto Czarodzielnicy. Jakież więc było moje zaskoczenie gdy okazało się, że coś takiego ma się odbyć tuż pod moim nosem, i to nie po raz pierwszy! Od kopca Krakusa dzieli mnie jakiś kwadrans, a że noc zapowiadała się ciepła, a na następny dzień nie musiałem iść do roboty, postanowiłem zobaczyć, cóż takiego przygotowali druidzi.

I nie żartuje z tymi druidami. Krakowskie Beltaine organizowało bowiem Reformed Druids of Gaia Poland. Zaczęło się o 19:00 w okolicy Kopca, skąd następnie udano się do kamieniołomu Liban, by tam rozpalać ogniska, bawić się i świętować. Sam na tą godzinę nie mogłem przybyć i grzecznie czekałem na kopcu. Jak mnóstwo innych osób, które zastanawiały się, gdzie to się odbywa. Fakt, na dole było widać ogniska, ale sam ostatnio takowe tam rozpalałem. Przygotowujący mogli od razu napisać, że dalej kierują się do kamieniołomu, od razu bym się tam udał. Ale nie będę robił z tego nie wiadomo jakiej hecy.

Co było na miejscu? Kilka ognisk i tak ze 100 ludzi. Ciągle odchodzących i przychodzących. Serio, nawet o 1 w nocy ludzie przychodzili. Alkohol lał się strumieniami, ale równocześnie pilnowano, by okolica nie była zaśmiecona. Za to naprawdę wielki szacunek, bo taka gromada osób mogła zostawić tam spory bałagan. Przybyłem już po spaleniu Wierzbina, ale trafiłem na pokazy ogniowe. Które zresztą później też się odbywały i jak dla mnie były najciekawszą atrakcją Beltaine.

Co poza tym? Śpiewy, tańce przy ognisku i skoki przez ogień, które cieszyły się powodzeniem. Organizatorzy zresztą cały czas starali się podrywać przybyłych do zabawy. Osoba z zewnątrz najpewniej wzięłaby to za jakąś studencką zabawę (para z zagranicy pytała się nawet, co się tu odbywa). Atmosfera była naprawdę przyjemna, można było spróbować miodu pitnego. Nie byłem do samego końca (wyszedłem przed 3), więc nie wiem co się później działo. Przyjemnie by było, gdyby i za rok odbyło się w Krakowie Beltaine, może nawet już w bardziej “druidzkiej” atmosferze.

Krakus z urodzenia, mag z zamiłowania, błazen z wyboru. To ja, Krakowski Stańczyk, piewca czarnego i wisielczego humoru, łamiącego jak precelki tabu. Nie zawsze wyśmiewający, ale też i pouczający, poglądy zgodnie z życzeniem zmieniający. Ratującego zwierzęta, przenosząc żuczki i ślimaki w bezpieczne dla nich miejsca. Magię znający nie tylko z teorii, ale i z praktyki. Lubiący książki, historię i słone paluszki. Na Okult.pl jak lajkonik na rynek przybyłem by w tym poważnym miejscu objawiać jeszcze poważniejsze, oj naprawdę poważniejsze wieści z wiedzy wszelakiej, czy to magicznej, czy zuchwałej.

Zostaw wiadomość

Leave a comment



Copyright 2017 © All Rights Reserved Okult.pl, Krakowski Stańczyk     Designed by Okult.pl