Nowy rok minął, przybyli Świadkowie Jehowy.

Ledwo nowy rok minął, a tu już Świadkowie Jehowy drzwi wejściowe chcieliby taranować. Dobra, trochę przesadziłem, gdyż od dłuższego czasu nikt u mnie raczej nie otworzyłby im drzwi. Ci chyba również zrozumieli, że dobijanie się w niedzielny poranek raczej nie jest najlepszym pomysłem, więc zazwyczaj dzwonią na domofon i pytają się, czy mogliby zostawić kilka ichnich kolorowych gazetek.

Na dobrą sprawę nie chce ich atakować. W pewien sposób nawet podziwiam ich zaparcie, że są w stanie stać kilka godzin na ulicy, nieważne czy jest słonecznie, czy pada deszcz lub śnieg. Że ciągle chodzą po domach (ale niekoniecznie trzeba to robić w niedzielę rano!) i pytają się o znajomość boga. Zakładam, iż nie są tak głupi i dobrze wiedzą, jak się o nich ludzie wypowiadają. Sam starałem się nigdy na nich nie denerwować czy obrażać, ale moja babcia otwarcie nazywała ich „kociarzami”. Nawet lubię czytać te ich książeczki, bo poza treściami religijnymi zawsze znajdzie się jakaś ciekawostka przyrodnicza lub z historii.

Mój blok (i chyba tylko moją rodzinę) Świadkowie Jehowy odwiedzają od kilku lat, gdy w przeszłości mój brat wpadł na pomysł dyskutowania z nimi. Trwało to jakiś czas, do momentu gdy się mu nie znudziło i przestał. Ci jednak zapisali sobie numer w swojej bazie danych i wiedzieli już, gdzie czekają owieczki szukające zbawienia. Mnie nie próbują, choć zawsze (czytaj zazwyczaj) jestem miły. Widać pewnego razu taki nie byłem. Rodziców też zostawili w spokoju no chyba, że trafi się jakiś nowy. A tacy są, dzisiaj w drzwiach minąłem dwójkę, których początkowo wziąłem za urzędników. Jakież było moje zdziwienie, gdy dzwonili akurat do mnie.

Powtarzano wielokroć, że tutaj raczej nikt nie przejdzie na ich wiarę. Nic to, mijał tydzień i znów dzwonili. Czasem, gdy nikt nie miał ochoty na rozmowę, po prostu nie odbieraliśmy. Wolę udać, że mnie nie ma, niż zacząć bluźnić(8:30 rano w niedzielę). Przez ostatnie miesiące był spokój. Czyżby w końcu uznali nas za zatwardziałych heretyków? Dzisiejsza wizyta raczej temu zaprzecza. Dlatego mam prośbę do Świadków Jehowy: chcecie to chodźcie i głoście swoje słowo, mnie to nie przeszkadza. Nie czyńcie jednak tego kiedy ranne wstają zorze. A jeśli ktoś często wam odmawia to raczej powinniście zrozumieć, że nic z dalszego nachodzenia nie będzie. Nie ma sensu kroczyć drogą telemarketerów.

Krakus z urodzenia, mag z zamiłowania, błazen z wyboru. To ja, Krakowski Stańczyk, piewca czarnego i wisielczego humoru, łamiącego jak precelki tabu. Nie zawsze wyśmiewający, ale też i pouczający, poglądy zgodnie z życzeniem zmieniający. Ratującego zwierzęta, przenosząc żuczki i ślimaki w bezpieczne dla nich miejsca. Magię znający nie tylko z teorii, ale i z praktyki. Lubiący książki, historię i słone paluszki. Na Okult.pl jak lajkonik na rynek przybyłem by w tym poważnym miejscu objawiać jeszcze poważniejsze, oj naprawdę poważniejsze wieści z wiedzy wszelakiej, czy to magicznej, czy zuchwałej.

Zostaw wiadomość

Leave a comment


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.


Copyright 2017 © All Rights Reserved Okult.pl, Krakowski Stańczyk     Designed by Okult.pl