Shadow Man: Retro granie w klimatach Voodoo

Jak wiele gier retro, łączących w sobie elementy autentycznych wierzeń, religii czy praktyk z zakresu mistycyzmu znacie i szczerze moglibyście polecić? Cóż… Ja z pewnością mogę poświadczyć o jednej z takich gier. Przesiąknięta jest mrocznym, a czasami wręcz chorym klimatem, który potrafi wywołać ciarki na skórze.W tym samym czasie przyciąga do tego stopnia, że ciężko się od niej oderwać. Napawa uczuciem oczekiwania na kolejną przygodę. Mowa tutaj o grze Shadow Man

 

Kiedy? Jak? Gdzie?

 

Ta oldschoolowa gra przygodowa wyszła spod szyldu Acclaim Entertainment, producenta gier komputerowych mogącego poszczycić się takimi tytułami jak np. dobrze znany Burnout, Re-volt (bardzo przyjemna i niecodzienna wyścigówka retro) czy też X-men na platformę NES oraz seria gier Turok. Sam Shadow Man został wydany na cztery platformy w roku 1999: Playstation, Dreamcast, Nintendo 64 oraz w wersji na PC. Za najlepsze zaś i najtańsze wersje gry uważa się natomiast te na Dreamcasta (chociaż sama konsola nie była tak popularna jak konkurencyjne) oraz PC. Z własnego doświadczenia mogę potwierdzić iż wersja pecetowa jest bardzo przyjemna przy czym prawie wcale nie sprawia problemów.

 

Shadow Man

Pierwsze spotkanie z grą. Wita nas bardzo przyjacielski piesio

 

Trzeba przyznać, że Shadow Man pojawił się w bardzo ciekawym okresie na równi z innymi zacnymi tytułami: Unreal Tournament, System Shock 2, Silent Hill, Heroes of Might and Magic III. Jednakże bardziej bezpośrednim konkurentem dla Shadow Mana był w tamtym czasie Soul Reaver. I nie ukrywajmy tego… Stanowił poważną konkurencję nie tylko dla samego Shadow Mana. Oprócz tego graczy cieszyły także takie tytuły jak Zelda czy Akuji lub całkiem popularny swego czasu Spyro the Dragon. Pomimo tego wszystkiego nasza retro perełka została przyjęta ciepło, przez co szybko zagościła na półkach wielu graczy.

 

Jeśli chodzi źródło pomysłu na grę to jest ono trywialne. Powstała ona bowiem na bazie komiksu o tej samej nazwie, Shadow Man, który zainspirował fabułę gry noszącą znamiona pewnego podobieństwa do fabuły komiksu.

 

Geneza mrocznej przygody

 

Żeby dowiedzieć się dokładniej jak właściwie komiks dał początek serii gry Shadow Man wystarczy przyjrzeć się  początkom obydwu z nich. W komiksie głównym protagonistą jest postać kryjąca się pod imieniem Jack Boniface, muzyk grający na saksofonie  dla nowoorleańskiego baru jazzowego. Pewnej nocy nasz bohater orientuje się, że pewna piękna nieznajoma przychodzi co noc do baru aby posłuchać jego gry na instrumencie. Tej też nocy opuszczają bar razem kończąc w mieszkaniu kobiety gdzie Jack spożywa zatruty drink przez który traci przytomność. Następnego dnia rano budzi się nie zastając swojej towarzyszki a zamiast niej znajduje dziwny znak na swej szyi. Niesiony chęcią zemsty grasuje nocnymi uliczkami przy okazji znajdując wyrzuconą maskę karnawałową, która przyciąga go swym dziwnym magnetyzmem. Zaraz potem słyszy płacz zaatakowanej kobiety i prędko konfrontuje się z jej oprawcą, odkrywając, że sam posiada niezwykłą siłę oraz prędkość.

 

Po całym zajściu Jack spokojnie wraca do domu, gdzie czeka na niego jego gosposia  Nettie, która jest praktykantką Voodoo. W trakcie rozmowy z Nettie bohater dowiaduje się, iż coś otworzyło ‘przesmyk’ do jego duszy. Sama zaś gosposia wyczuwa obecność Loa w Jacku, czyli istoty uważanej za ducha lub nawet bóstwo w religii Voodoo. Obecność ta tłumaczy nadnaturalne umiejętności mężczyzny. Od tej pory za każdym razem gdy zapada zmierzch jego dusza ujawnia się i przejmuje ciało. Jack zakłada znalezioną maskę i zaczyna polowanie na brutalnych przestępców. I tak to wygląda w komiksie. A jak jest z naszą retro pozycją?

 

Tutaj naszym bohaterem jest niejaki Michael LeRoi będący byłym studentem literatury. Dzięki Masce Cieni (Mask of Shadows) jest nieśmiertelnym wojownikiem Voodoo, strzegącym świata żywych (Liveside) przed wpływami ze świata zmarłych (Deadside), jednocześnie mogąc swobodnie podróżować pomiędzy nimi. Katalizatorem tych podróży jest znajdujący się w posiadaniu Michaela pluszowy miś, będący jedyną pamiątką po jego młodszym bracie. Silna więź emocjonalna, która ich łączyła sprawia, że miś staje się swego rodzaju artefaktem który ułatwia bohaterowi przemieszczanie się pomiędzy światami. Dodatkowo Michael może liczyć na pomoc dwójki przyjaciół: kapłanki voodoo Nettie (o tak, imię  identyczne do tego z komiksu) oraz Jauntyego , węża w cylindrze z ludzką czaszką zamiast głowy, pełniącego rolę strażnika otwierającego bramy do zaświatów.

 

Shadow Man

 Stary, dobry Jaunty. Pilnuje bramy do królestwa Deadside

 

Historia gry w zasadzie rozpoczyna się jeszcze w XIX wieku, w czasach gdy grasuje Kuba Rozpruwacz, dokonujący rytualnych mordów, żeby zdobyć nadnaturalne moce. Nie jest jednak w stanie osiągnąć swego celu, czym bardzo jest zawiedziony. Jednakże na jego ścieżce staje Legion, ucieleśnienie mnogości złowrogich dusz w jednej formie. Oznajmia mu, że obiekt jego poszukiwań jest jak najbardziej realny i proponuje mu układ, na mocy którego ma pokazać oraz umożliwić zdobycie poszukiwanych przez Kubę  (czy też Jacka w wersji angielskiej) mocy. W zamian prosi go o wybudowanie Asylum w świecie umarłych (Deadside) pełniącego rolę  bastionu  sił zła, gdzie powstanie armia ciemności mająca sprowadzić apokalipsę na świat żywych (Liveside).

 

Shadow Man

Kubuś i mroczne rytuały

 

Kuba przystaje na propozycję i zgodnie z umową odbiera sobie życie. Zaczyna budowę i akcja przenosi się do roku 1999. Szamanka voodoo, Nettie, doświadcza wizji o nadciągającym zniszczeniu i planach Legionu. Widzi też pięciu osobnikach zwanych „The Five” oraz rolę jaką odegrają w tym wszystkim. Na wspomnianą grupkę składa się pięciu seryjnych morderców, w tym sam Kuba Rozpruwacz. Można powiedzieć, że są czymś w rodzaju pięciu Jeźdźców Apokalipsy. Nettie oczywiście dzieli się szczegółowo swoją wizją z tytułowym Shadow Manem, który niezwłocznie rusza światu na ratunek .

 

Shadow Man

Here comes Legion to save the day!

 

Cóż, chociaż fabuła została mocno streszczona i okrojona (bowiem nie sposób przytoczyć jej tutaj szczegółowo) to jednak myślę, że nawet  i taki jej kawałek może brzmieć bardzo zachęcająco dla czytelnika. Polecam jednak drobiazgowe zapoznanie się z całością. Szczerze, moją osobę  szybko porwała ta ciekawa mikstura różnorodnych elementów w niepokojąco mrocznej a zarazem magicznej oprawie jaką jest całokształt gry.

 

Elementy Voodoo i nie tylko

 

Chyba nie da się ukryć, że jednak najciekawszymi elementami gry Shadow Man są liczne nawiązania do autentycznych religii, czy też wiążących się z nią praktyk (a przynajmniej takie jest moje osobiste zdanie). Jak można zauważyć na podstawie wcześniej streszczonych opisów, prym wiedzie tutaj niepodzielnie Voodoo, czy też spolszczając, Wudu. Nie jest to jednak jedyny nurt, którego elementy w tak mnogiej ilości goszczą w naszej grze, co wprawne oko mogło zdążyć już też wyłapać. Przejdźmy więc do tych smakowitych kąsków i, o ile jest ich sporo i nie da się wszystkiego nadmienić, spróbuję zwrócić uwagę na najciekawsze z nich.

 

Shadow Man

Symbol przypominający wuduistyczne Veve. Prawdopodobnie to jest Veve!

 

No dobrze więc… Na samym początku wypadałoby zwrócić uwagę na Mroczne Dusze (Dark Souls) wokół których kręci się cała fabuła a co bez których Shadow Man mógłby wrogom jedynie nagwizdać. Mają kluczową rolę oraz ciekawe zdolności. Główny bohater ma za zadanie zebrać wszystkie z rozrzuconych po światach Mrocznych Dusz aby te nie wpadły w ręce wroga. Skrywają w sobie ogromną potęgę, która staje się udziałem tytułowego Shadow Mana. Im więcej dusz wpada w jego ręce tym bardziej wzrasta jego moc, a także poznaje nowe umiejętności. Zanim przedstawię swoją osobistą teorię co do nich, wysnutą na podstawie własnej wiedzy i obserwacji, przyjrzyjmy się temu gdzie właściwie skrywają się owe dusze.

 

Tak więc natrafiamy na Govi, kuriozalne przedmioty które w grze wyglądają jak ‘mięsne pojemniki’ nabite na pale. W nich to skrywają się Mroczne Dusze, które za zadanie skolekcjonować ma gracz. No i tutaj już mamy pierwsze nawiązanie, bowiem Govi w religii Voodoo jest obiektem ceremonialnym (również pojemnikiem) używanym podczas rytuałów „odzyskiwania” nieśmiertelnych aspektów duszy zmarłego. Za Govi zazwyczaj służą słoje bądź butle wykonane z czerwonej gliny. Nie trzeba tutaj chyba w żaden sposób podkreślać podobieństwa pomiędzy Govi z gry a jego realnym pierwowzorem.

 

Shadow Man

Dwa Govi zdobiące kuchnię wykonaną w bardzo odważnym stylu. I jeszcze jakieś tam świeczki

 

Zatem nasz bohater, wędrując tak sobie, natrafia na liczne Govi a niszcząc je odnajduje kolejne Mroczne Dusze, które wchłania w siebie i syci się ich mocą. Tutaj jest właśnie miejsce na moją teorię odnośnie dusz i  nowych umiejętności, które te dusze zapewniają. Nie każda ze znalezionych dusz pozwala Shadow Manowi na rozwinięcie nowych mocy. Tylko niektóre z nich do tego prowadzą, dlatego pod tym kątem są one specjalne. Mógłbym stwierdzić, że mogą być one esencjami duchów/bóstw Loa z panteonu Voodoo. Wcielone w naszego bohatera opętują go i stają się jego częścią, tak jak w komiksie Loa był już częścią Jacka i również udzielał mu swych mocy. Ale pamiętajcie, że to tylko moja (dość śmiała) teoria na ten temat.

 

Jeśli chodzi o fakty, to bardzo ciekawymi są te dotyczące samych mocy zdobywanych przez Michaela. Każda z nich odciska swoje piętno na jego ciele, formując nowe znaki/pieczęci na powierzchni skóry dzięki którym Shadow Man staje się potężniejszy. Owe znaki nazywają się „The Gads” i są kolejnym nawiązaniem do autentycznych elementów Voodoo. W swoim rodzimym źródle Gad oznacza strażnika lub też protekcję (z francuskiego garde – ochrona). Inwokacja Gad jest inaczej inwokacją personalnego Loa poprzez użycie konkretnych symboli lub ziół związanych z konkretnym duchem Loa. Takie symbole bardzo często nanosi się na osobę w postaci tatuaży.

 

No cóż… Jeśli o grę chodzi to faktycznie owe „The Gads” pełnią głównie funkcje ochronne, bowiem z każdym kolejnym tatuażem nasz bohater staje się np. coraz bardziej odporny na ogień i jego działanie, możliwym staje się chodzenie po lawie a w późniejszych częściach gry nawet pływanie w niej. Także nie ma co się sprzeczać, nawiązanie jest tutaj ewidentne. Dodatkowo przemawia na korzyść mojej osobistej teorii o związkach Loa z głównym bohaterem.

 

Shadow Man

„The Gads” na kartach Przepowiedni – link do źródła

 

Inne ciekawe nawiązania

 

Poza tak ewidentnymi łącznikami są jeszcze i te nieco bardziej subtelne. Spójrzmy chociażby na umiejętność naszego bohatera do podróżowania pomiędzy Liveside oraz Deadside. Dzięki niej sam jest swoistym pomostem pomiędzy nimi a stąd już bardzo blisko do szamanizmu. Warto mieć to na uwadze.

 

Shadow Man

Brama do Zaświatów wygląda tak zachęcająco…

 

Oprócz tego w grze dostępny jest taki element jak ciekawa talia kart skryta pod nazwą ‘”The Prophecy”  lub „Les Cartes”. Jak sama nazwa wskazuje są to karty przepowiedni. Ilustrują one ważne elementy gry, jej mechanizmy oraz elementy wizji Nettie. Pierwsze spojrzenie na owe karty i automatycznie odniosłem wrażenie podobieństwa do kart tarota. Oj tak, coś w tym jest.

 

Nie zapominajmy oczywiście o dziwnym podobieństwie piątki kryminalistów z  „The Five” do Jeźdźców Apokalipsy. Tak zasadniczo to mają oni bardzo podobną funkcję. Na czele z Kubą Rozpruwaczem (Jack The Ripper) zwiastują zbliżającą się wielkimi krokami anihilację.

 

Shadow Man

Shadow Man nie wygląda na zadowolonego nowinkami

 

Grać czy nie grać? O to jest pytanie!

 

Ciężko udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Przede wszystkim trzeba sobie zadać na początek pytanie: „Czy przeszkadza mi dość słaba grafika?”. Niestety, ale ta pozostawia jednak wiele do życzenia, chociaż sam jestem graczem, który potrafi totalnie odpłynąć przy dobrym klimacie, a ta perełka ma takowy niezaprzeczalnie. Wtedy grafika schodzi na drugi plan i całkowicie przestaje wadzić. Nie ma też co za wiele wymagać bowiem ten tytuł retro to jednak staruszek. A chociaż stary to jednak może. No i tworzy ona jednak ten niepowtarzalny retro klimacik.

 

Muzyka. Ach, ta muzyka. Można się w niej poważnie zadurzyć. Swego czasu zwykłem puszczać sobie soundtracki z gry jako ambient do różnych czynności. Jest mroczna i porywająca, tajemnicza, miejscami na swój sposób agresywna i chora. Często potrafi wywołać stan zaniepokojenia i lekkiego terroru. Wśród utworów stanowiących tło znajdziemy nawet „Moonlight Sonata” Beethovena, także grubo. Dialogi też zasługują na pochwałę. Są doskonale dopasowane do napisów a miejscami po prostu czarują swym geniuszem. Wystarczy porozmawiać trochę z Jauntym. Legion zaś nie jest nim tylko z nazwy. Jego głos stanowi syntezę zmiksowanych wielu głosów.

 

Przeciwnicy? Ci są jak wprost wyjęci z najgorszych koszmarów… Dobrze pamiętam swoje pierwsze zetknięcie z grą jeszcze jako dziecko. Mogę przysiąc, że łatwo tutaj o koszmary ale i też dziwną, chorą fascynację. Zetkniemy się z wychudzonymi, człekopodobnymi stworami zombie, miotającymi w bohatera kulami rzygowin, humanoidalnymi, mięsnymi grubaskami z hakami rzeźnickimi zamiast rąk oraz wieloma innymi koszmarnymi kreaturami, zrodzonymi w mrocznych umysłach swych autorów.

 

Shadow Man

A propos wspomnianych koszmarów – link do źródła

 

Oprócz tego mamy okazję podczas sesji rozrywkowej przyswoić trochę autentycznej wiedzy o różnych wierzeniach czy praktykach. Jeśli kogoś takie tematy interesują (jak mnie), a psychopatycznie chory i mroczny klimat stanowi chleb powszedni to taki tytuł jak właśnie nasz Shadow Man z pewnością przypadnie mu do gustu. Z mojej strony gorąco polecam! Ach i kolejny atut! Gra dostępna jest na Gogu i działa na najnowszych platformach!

 

Szczypta tego z odrobiną tamtego… Dodajmy też garść owego i… Tak! Tak będzie zacnie! Różnorodność jest wspaniała. To granice są szare i nudne. Nie za bardzo się z nimi lubię. Dlatego wachlarz mych zainteresowań jest różnorodny, dynamiczny i pełen eksperymentów. Z pewnością nie dam się zamknąć w klatce rutyny. Lubię wszytko to co symboliczne, podprogowe, tajemnicze i nie zawsze oczywiste. A i coś tam wiem o astrologii 😉

Zostaw wiadomość

Leave a comment


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.



Website Security Test

Znajdziesz nas

Blogi

  • Krakowski Stańczyk

    Hucpa, swawola i łajdactwo w jednym.

  • Zielarski Alembik

    Zielono, zdrowo i ładnie. Czyli Cynthia w swoim żywiole ;)

Copyright 2017 © All Rights Reserved Okult.pl     Designed by Okult.pl