Robak nieborak.

Mój kot jest już stary. Musiał przejść na suche jedzenie, bo od saszetek wymiotuje. Chyba też zdziecinniał na stare lata, bo taki tulaśny to nigdy nie był. Pomimo smrodu jaki wydobywa się i z kuwety, i z jego paszczy, to jednak przywiązałem się do niego bardziej niż do niejednego członka dalszej rodziny. Piszę o tym bo często zapominam, że mam również drugie zwierzątko. Choć pewnie wolałbym mieć coś innego niż karaczan.

Parę karaczanów egipskich dostałem rok temu, najpierw na przechowanie. Inny znajomy dostał szarańczę i trochę mu wpierw zazdrościłem, ale z drugiej strony nie musiałem się martwić, że uciekną z akwarium. Na rodzinie nie zrobiło to wrażenia, bo kiedyś był krab, para straszyków i Lucyfer w klatce. Znajomy nie upominał się o zwrot, a ja o oddanie, dlatego zostały na stałe. Początkowo było fajnie, jak to zawsze z nową zabawką, a potem się znudziły. Nie, nie wywaliłem ich. Ale się do nich nie przywiązałem. Takie straszyki zwracały na siebie uwagę, ćwiergotały, a i w rytm muzyki potrafiły się gibać. Same też wchodziły na dłoń.

Przy tych często się zastanawiałem, czy jeszcze żyją. Zero ruchu i dźwięku. Nic tylko stały w miejscu, nawet kot nie uznawał ich za wartych uwagi. W lutym umarł jeden i czekałem, kiedy to drugi kopnie w kalendarz. A tu nic, przeżył kolegę o prawie rok. A trzeba wam wiedzieć, że w jego przypadku jestem nie do końca dobrym opiekunem. Zdarzało mi się przez kilka dni nie dawać mu jedzenia, w sumie jakbym zapominał o jego istnieniu. Nie narzekał, w ogóle nie dawał znać. Od kiedy jest sam nigdy swoją drogą nie widziałem by jadł. Lub by w ogóle ruszył jedzenie. Aż się zastanawiałem, czy coś go nie opętało; czy nie jest zombie czy coś w ten deseń. Choć pewnie je w nocy, gdy nikt mu nie przeszkadza.

Po co pisze o swoim robaku? Bo to jednak jest moje zwierzę. Nie będę po nim płakał. Ale nie mam też zamiaru wyrzucać go tylko z tego powodu, że się znudził. Źle bym się czuł z tego powodu, choć to tylko karaczan, owad jakich mnóstwo. Nie chce brzmieć jak jakiś zwariowany ekolog, bo sam generalnie uważam, że miejscem bytowania części zwierząt jest talerz (co nie znaczy, że muszą niepotrzebnie cierpieć). Ale jak już coś się bierze to nie można tego wywalić tylko dlatego, że szczeniak dorósł. Ponownie bym go nie wziął. Skoro to zrobiłem, mogę sobie najwyżej pluć w brodę.

Przy okazji nie nadałem jej imienia. Bo tego, że to ona, to akurat jestem pewien.

Krakus z urodzenia, mag z zamiłowania, błazen z wyboru. To ja, Krakowski Stańczyk, piewca czarnego i wisielczego humoru, łamiącego jak precelki tabu. Nie zawsze wyśmiewający, ale też i pouczający, poglądy zgodnie z życzeniem zmieniający. Ratującego zwierzęta, przenosząc żuczki i ślimaki w bezpieczne dla nich miejsca. Magię znający nie tylko z teorii, ale i z praktyki. Lubiący książki, historię i słone paluszki. Na Okult.pl jak lajkonik na rynek przybyłem by w tym poważnym miejscu objawiać jeszcze poważniejsze, oj naprawdę poważniejsze wieści z wiedzy wszelakiej, czy to magicznej, czy zuchwałej.

Zostaw wiadomość

Leave a comment


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.


Copyright 2017 © All Rights Reserved Okult.pl, Krakowski Stańczyk     Designed by Okult.pl