Stańczyk na wykładzie Reinkarnacja – transmigracja duszy.

Ostatnio, to jest w niedzielę 4 marca, miałem okazję uczestniczyć w wykładzie organizowanym przez Uniwersytet Jagielloński. Temat brzmiał „Reinkarnacja: transmigracja duszy”, a prowadził go Amerykanin Balakhilya Das (znany też jako Johnny Midget). Niezbyt go znam, ale jak widzę prowadził takowe na całym świecie (a przynajmniej w dużej części Europy i Ameryki północnej). Wykład odbył się w Auditorium Maximum UJ i, wierzcie mi, wybór dużej Auli był dobrym pomysłem.

Początek wykładu.

Na miejscu byłem krótko po 17, troszkę się spóźniłem. Pierwszym widokiem jaki zastałem był mały tłum przed wejściem do budynku, na szczęście szybko zostałem wpuszczony. I tu zaczęły się schody (dosłownie). Nie wiem, ile mieści osób ta aula, ale w większości była zapełniona, na pewno więc było kilkaset osób. Co było problemem, bo dobre 10 minut szukałem wolnego miejsca, najpierw z jednego wyższego balkonu zostałem przeniesiony na drugi, gdzie na szczęście miałem okazję zasiąść.

Tu w kwestii wyjaśnienia: osoby stojące czy siedzące na schodach były wypraszane z wykładu, tylko siedzący mogli uczestniczyć. Na szczęście Balakhilya zaczął opowiadać dopiero kwadrans po, tak więc niczego nie straciłem. Jak się potem dowiedziałem na wykładzie była też moja matka, i to dwa rzędy od sceny. To się nazywa mieć niefart:/ Przy okazji po wejściu rozdawano torebki, w środku których był długopis, dwie ankiety, kartka z mantrami i reklamy. Długopis udało mi się zniszczyć już po 25 minutach.

Początek jak dla mnie był przewidywalny. Zaczęło się od stwierdzenia, że w reinkarnacje wierzy blisko 60% mieszkańców USA, w Polsce to będzie bodajże 30%. Jak dla mnie ta statystyka to słaby argument. Równie duży procent wierzy tam pewnie, że 9/11 to robota rządu, a jakby sprawdzić to i dużo znajdzie się fanów płaskiej czy pustej ziemi. Jak mnie pamięć nie myli, 90% Polaków to ponoć katolicy, choć po kościołach pewnie tego nie widać. Gdy ktoś mówi, że wierzy, nie znaczy to, że naprawdę wierzy.

Balakhilya nie przypominał tradycyjnych wyobrażeń o nauczycielach hinduizmu. Żadne szaty, zwyczajny ubiór i gitara obok. Jedynym wyróżniającym elementem był wieniec z kwiatów. Mówca szybko i zwięźle wyjaśnił, o co chodzi z medytowaniem, mantrami i poprosił całą salę, aby wykonała jedną mantrę (te były na jednej kartce). Wtedy też wydarzył się najciekawszy moment całego wykładu – kilka osób w maskach wbiegło na scenę, ale tylko jednej udało się rozwinąć banner, ochrona szybko sobie z nimi poradziła i ich wyrzuciła. Mówca podszedł do tego z humorem, że nie takiego powitania się spodziewał w Krakowie.

Tutaj się na chwilę zatrzymam, bo zachowanie tych protestujących mnie zadziwiło. Nie, nie mówię o tym, co zrobili. To akurat rozumiem, nie podobało im się szerzenie złowrogiej ich zdaniem ideologii i postanowili coś z tym zrobić (bynajmniej tego nie pochwalam). Ale na sali zostawili swoje torby, kurtki, portfele i po tym, jak ich wyrzucono, nie mieli szansy ich odebrać. Już lepiej by zrobili, gdyby jeden z nich został na zewnątrz i tego wszystkiego pilnował. Na szczęście ochrona była na tyle miła, że jak widziałem to później chyba oddawali te rzeczy.

Oberwało się wam, wy okrutni mordercy warzyw!

Medytacje, historyjki i śpiew.

Po tym zaczęła się pierwsza medytacja i… no nie był to na pewno sukces. Jak zauważyłem to obok mnie tylko kilka osób się zdecydowało ją wykonać; było dosyć cicho, wbrew prośbom mówcy. Widać zwyciężyła trema i obawa o śmieszność. Po niej zaczął opowiadać o podstawach reinkarnacji i swego ruchu, i to była zdecydowanie najnudniejsza część. Dla kogoś, kto czyta książki, ogląda Discovery czy ma dostęp do internetu takie rzeczy są wiadome. Rozumiem, że trzeba było łopatologicznie wyjaśnić, ale zdarzyło mi się wtedy kilka razy zamknąć oczy. Zresztą jedną kilkuminutowa przerwa w czasie wykładu by nie zaszkodziła.

Zwierzęta mają duszę i można się w nie reinkarnować, ale sama reinkarnacja nie jest dobra dla duszy.

Ale potrafić też ciekawie mówić, czego dowodem jest historia o pragnieniach (zaczynając od pizzy, kończąc na małżeństwie). Poza tym mówił, że zwierzęta mają duszę i można się w nie reinkarnować, ale sama reinkarnacja nie jest dobra dla duszy. Że karmy się nie da uniknąć, i wegetarianie nie są pod tym względem wyjątkiem (rośliny też w końcu żyją). Skrajnym przykładem ucieczki na siłę od karmy jest pewna sekta z Indii, która zmiata przed sobą drogę, by nie nadepnąć na coś, i oddycha przez maski, by czegoś nie połknąć.

W przeszłości mógł być psem. Lub koniem. Albo mrówką.

Tu też wyjaśnił główną doktrynę, która się kieruje: Bhakti yoga. W skrócie chodzi o to, by kierować się wolą najwyższego boga i poprzez to oczyszczać się z karmy, usuwać ją i nie tworzyć następnej. Przez to uwolni się też od pragnień i przywiązań ko. Podał przykład lotnika (mym zdaniem lekko mylny), który dostaje medal za zrzucanie bomb na obóz wroga, ale idzie do więzienia za morderstwo w bójce. Sorry, jak dla mnie to brzmiało bardziej jak pochwała zbrodni dokonywanych przez rządy, a nie podążanie za wolą najwyższego, “wyższej instancji, choć sens zrozumiałem.

Wtedy też poruszył temat, który musiał paść: przeszłe wcielenia. Choć zrobił to nie tak, jak większość sali się spodziewała, bo stwierdził, iż wiedza o przeszłych wcieleniach nie jest ważna, nie powinno się na nią zwracać takiej uwagi. Powinno się natomiast wyrwać z tego kręgu powrotów. Znów historyjka o wykładzie w Rosji, gdy jeden ze “znawców” chwalił się, iż w przeszłym wcieleniu był joginem, a potem księżniczką. Tu Balakhilya stwierdził, iż ów Rosjanin chyba za dużo jako jogin myślał o kobietach. Pewnie widownia najchętniej by właśnie o reinkarnacji posłuchała, sposobach na dowiedzenie się o swoich przeszłych wcieleniach, a to zostało ledwo poruszone.

Akurat nie spodobał mi się jego dobór opowieści, które miały potwierdzać reinkarnację. Ledwo poruszone sprawa Shanti Devi (najciekawszy przykład reinkarnacji, zbadany przez rząd Indii), zamiast tego melodramatyczna historia o psie przyjaciół, który po śmierci spotkał ponownie swego pana jako delfin. Szkoda, że ten nie rzucił mu patyka, pewnie butlonos zacząłby stepować po wodzie. Właściciel mógł zwyczajnie się pomylić, chcieć zobaczyć przyjaciela w kimś innym, nie od dziś wiadomo też, że delfiny są dosyć towarzyskimi zwierzętami.

Wiedza o przeszłych wcieleniach nie jest ważna, nie powinno się na nią zwracać takiej uwagi. Powinno się natomiast wyrwać z tego kręgu powrotów.

Wykład kończyła druga mantra, tym razem śpiewana. Balakhilya grał na gitarze i tym razem publiczność była bardziej chętna do udziału. A raczej dało się ją słyszeć i to był chyba najprzyjemniejszy punkt spotkania. Po tym ludzie zaczęli opuszczać salę, na pytania z sali została może z połowa. Tych w większości nie chce przytaczać, poza jednym: na pytanie o pewność reinkarnacji Balakhilya stwierdził, iż jest na nią tyle dowodów, tyle historii, że nie powinno być wątpliwości co do jej prawdziwości.

“Zdobycze” z wykładu.

Otóż nie, nie jest ona pewna! Dowodów na istnienie UFO jest jeszcze więcej, a jakoś ciężko ostatecznie potwierdzić istnienie latającej zastawy kuchennej. Reinkarnacja może, ale nie musi być prawdziwa. Wspomnienia osób o przeszłych wcieleniach – a uciekając do “nie”naukowych stwierdzeń można choćby wspomnieć o polach morfogenetycznych, jakiejś pamięci genetycznej. Rozumiem, że Balakhilya nie mógł mówić inaczej, ale nie dawał żadnych argumentów ją potwierdzających, nie bronił jej istnienia. Jedynie przekonywał, by w nią uwierzyć.

Podsumowanie, czyli z czym wyszedłem.

Nie dziwię się, czemu odłam Bhakti yoga może się cieszyć popularnością na zachodzie. Podążanie za wolą najwyższej woli, najwyższego boga jak to było powtarzane, nie brzmi tak odlegle w kręgu cywilizacji chrześcijańskiej. Jak słyszałem nie jest ona tak rygorystyczna, nie zmusza do wegetarianizmu. Podążać za właściwą wolą, nie szkodzić innym -jak tu się nie zgodzić, skoro to brzmi tak przyjemnie? Mi akurat się spodobało to nie przywiązywanie aż takiej uwagi do tego, kim się było kiedyś. Bo to też jest pewna pułapka. Każdy się pewnie spodziewa starożytnego kapłana, księcia/księżniczki lub innego mędrca. A przecież w historii był też Himmler i Beria, terroryści, Czerwoni Khmerzy czy “rodzina” Charlesa Mansona. Nimi też ktoś musiał być w przeszłości. Nie mówiąc już o tym, ilu było “zwykłych” ludzi, którzy na pozór niczym się nie wyróżniali. Pewnie majtek na statku kapitana Cooka nie brzmi tak przyjemnie jak zapomniany mag z Persji.

Udało mi się znaleźć banner, który został rozwinięty tuż na początku. Bujdy bujdami, ale lepszy efekt byłby osiągnięty gdyby on stał przed budynkiem.

Po wykładzie zauważyłem wystawione łakocie, a że posiadam duże przywiązania materialne nie byłem sobie w stanie odmówić. Udało mi się również wyjść z prezentami! Za wypełnienie ankiety dostawało się płytę CD, za drugą karteczkę przemiła pani dała mi książeczkę i link do drugiej płyty. Obsługa spotkania była naprawdę miła i pomocna, co było widać już od początku. Równie dobrze mogłem zostać wyproszony za brak miejsca siedzącego, a tu pomogli mi takowe znaleźć.

Ciężko mi jednak krytycznie oceniać to spotkanie. Dostałem dwie płyty i kilka innych rzeczy, coś tam skosztowałem, wysłuchałem, a wszystko to za darmo. Gdyby wejście było płatne zapewne miałbym więcej powodów do narzekań, a tak nie chce się przyczepiać aż nadto. Jeżeli już miałbym do czegoś, to jednak do nazwy. “Reinkarnacja – transmigracja duszy” jasno dla mnie sugerowała, że to ona będzie osią wykładu, a o niej aż tak dużo nie było. Z drugiej strony może wtedy widownia byłaby mniejsza? Mimo wszystko wykład uważam za udany, o czym świadczą zyskane przeze mnie granty.

Ps. Zdjęć z tego nie udało mi się zrobić, bo poproszono na starcie o ich nie robienie. A ja głupi nie posłuchałem.

Ps 2. do protestu już się przyznała Młodzież Wszechpolska. Drodzy wszechpolacy, mogliście lepiej protestować. Gdybyście stali przed budynkiem i rozdawali ulotki, albo choć stali z banerem, na pewno odbiór byłby lepszy niż ta akcja.

Krakus z urodzenia, mag z zamiłowania, błazen z wyboru. To ja, Krakowski Stańczyk, piewca czarnego i wisielczego humoru, łamiącego jak precelki tabu. Nie zawsze wyśmiewający, ale też i pouczający, poglądy zgodnie z życzeniem zmieniający. Ratującego zwierzęta, przenosząc żuczki i ślimaki w bezpieczne dla nich miejsca. Magię znający nie tylko z teorii, ale i z praktyki. Lubiący książki, historię i słone paluszki. Na Okult.pl jak lajkonik na rynek przybyłem by w tym poważnym miejscu objawiać jeszcze poważniejsze, oj naprawdę poważniejsze wieści z wiedzy wszelakiej, czy to magicznej, czy zuchwałej.

Zostaw wiadomość

Leave a comment


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.


OkiemMamy

3 miesiące ago

Ciekawy temat, myślę że poszłabym nawet z ciekawości posłuchać.

Aneta

3 miesiące ago

Nie lubię masowych wykładów, ale temat może wydawać się interesujący, choć ja żyję raczej tu i teraz. Zapewne ciekawe doświadczenie, choć jak dla mnie pachnie nieco komercją. Pozdrawiam serdecznie 🙂

Krakowski Stańczyk

3 miesiące ago

Bo to był wykład komercyjny, zapewne też reklamujący ów ruch Bhakti Yoga. Choć biorąc pod uwagę prezenty, które można było otrzymać, aż tak nie będę ofensywny. Wykład też nie był taki nudny i męczący.

Małgorzata

3 miesiące ago

Bardzo ciekawy wykład – nigdy nie byłam na takich wykładach otwartych, jedynie tych wewnątrz mojej uczelni 🙂

Krakowski Stańczyk

3 miesiące ago

Bo w większości takie publiczne wykłady raczej nie są tak reklamowane, lub też nie są darmowe :/

Copyright 2017 © All Rights Reserved Okult.pl, Krakowski Stańczyk     Designed by Okult.pl