Tydzień sportów zimowych, czyli dziadek igrzysk zimowych.

Nie wiem jak wam, ale mnie zimowe igrzyska zdają się być “gorszym kuzynem” tych letnich. Wystarczy spojrzeć na liczby. W Pjongczang jest 3000 zawodników z 92 państw. Dwa lata temu, w Rio, drużyn było 206, a uczestników trzy razy tyle, co obecnie. Nie wszędzie jest śnieg, bobsleje i dostępne lodowisko, mimo to liczba krajów biorących udział ciągle rośnie. Już teraz jest trochę drużyn z Afryki, co prawda liczących zazwyczaj po 2-3 zawodników, no ale są. Dlaczego o tym piszę? Bo za kilka lat gruchnie okrągła rocznica rozegrania pierwszej olimpiady zimowej.

No nie za taką chwilę, bo w 2024, ale to już bliżej niż dalej. Tym bardziej dla nas ważna rocznica, bo była to pierwsza olimpiada reprezentacji Polski. Młodsi mogą nie wiedzieć, że do 1992 zimowe i letnie odbywały się w tym samym roku. Dopiero w 94 złamano tą zasadę. Wracając do rzecz, pierwsze zimowe igrzyska nawet nie były igrzyskami, tylko 1 Tygodniem Sportów Zimowych. Odbył się on w Chamonix, kurorcie w Alpach francuskich. Gwoli ścisłości ów “tydzień” trwał 11 dni.

Co tu dużo gadać, fajerwerków nie było. 16 państw, spoza Europy tylko Kanada i USA. Zawodników 314. Dla porównania w letnich z tego samego roku roku (też we Francji) było ich 3092. Taaak… Polska reprezentacja liczyła 8 osób, najlepiej zaprezentował się Leon Jucewicz, z 8 miejscem w wieloboju. Zero medali, null. Zresztą Polska na swój pierwszy medal w zimowych igrzyskach musiała czekać aż do 1956. Nie ma więc co narzekać na dzisiejszą reprezentacje. Jedyna polka nie wzięła udziału w niczym. Chciała skakać w skokach narciarskich, a tu lipa, źli szowiniści jej nie dopuścili. Szkoda, bo to by była frajda, jakby nasza biła obcych! Zwłaszcza, że w krajowych zawodach szło jej całkiem dobrze.

Dziś zbroje twardsze od średniowiecznych. A wtedy nawet elegancka czapka.

Konkurencji było 16. Między innymi skoki narciarskie, bobsleje, hokej, łyżwiarstwo figurowe, czajnik z mopem (curling)… Norwegia i Finlandia łącznie zdobyły więcej medali, niż reszta rywali. Ciekawym jest to, że do jednej dyscypliny kraj mógł wystawić więcej niż jeden zespół. W takim curlingu były dwie drużyny ze Szwecji. Które to obie dostały po srebrnym krążku. Biorąc pod uwagę, że w tej rywalizacji brały udział tylko 4 zespoły znaczy to, że wszyscy byli medalistami. Jakże radosny musiał to być dzień, nikt nie był przegrany (w sensie nikogo poza podium). Co nie zmienia faktu, że występ dwóch krajowych drużyn to z lekka przesada, nie chce sobie nawet wyobrażać co taka Kanada mogłaby zrobić z hokejem.

Właśnie hokej. Dominowały w nim USA i Wielka Brytania, które dosłownie wbijały oponentów w ziemię (średnia różnica w meczu wynosiła 15 bramek). Wygrała jednak Kanada, łącznie pokonując bramkarza 132 razy, tracąc przy tym tylko 3. Ale to był zespół zawodowców, grający z amatorami. Reszta dyscyplin była na szczęście bardziej wyrównana. Choć może lepiej powiedzieć, że ktoś aż tak drastycznie nie dominował.

Ptak nie ptak, machamy energicznie rękoma.

A co z zimową dyscypliną narodową? Mam na myśli skoki narciarskie. Myślałem, że najdalszy skok był porównywalny z moim wyjściem po piwo, a tu miła niespodzianka! Na K50 Thorleif Haug miał 50 metrów. Zwycięzca, Thams oddał dwa 49 metrowe skoki. Brąz otrzymał Amerykanin, wtedy się jeszcze oni liczyli w tej dyscyplinie. Zresztą otrzymał po 50 latach. Błąd w obliczeniach sędziów, którzy przyznał 3 pozycje Haugowi, naprawiono w 1983. A Polska? 21 miejsce i 32 przeleciane metry. Zapewne Polka skoczyła by dalej. Krótkie odległości, ale wtedy machali rękoma i nikt nie myślał o bułce z bananem.

Choć wtedy rozegrano, oficjalnie pojawiło się na igrzyskach dopiero w 1988.

Nie mam zamiaru was dalej zanudzać wynikami. Chodzi mi o to, że 1 zimowe igrzyska nie były aż takim sukcesem. A mimo to ktoś zdecydował się dać im szansę, i już pełnoprawnie zorganizowano je 4 lata później, w Szwajcarii. Czy słusznie? Oczywiście, cały świat (no może jego duża część) ogląda obecną imprezę w Pjongczangu. Ale chętnych do zorganizowania takowych brak. W porównaniu do letnich są niedochodowe, i o następne (w 2022) walczyły tylko Chiny z Kazachstanem. Wydatki przerastają zyski, choć MKOL idzie na rękę organizatorom i obecnie już bardziej im pomaga. I dobrze, bo głupio by było, gdyby z powodu pieniędzy miało zabraknąć medalowego czyszczenia lodowiska dla czajnika.

Krakus z urodzenia, mag z zamiłowania, błazen z wyboru. To ja, Krakowski Stańczyk, piewca czarnego i wisielczego humoru, łamiącego jak precelki tabu. Nie zawsze wyśmiewający, ale też i pouczający, poglądy zgodnie z życzeniem zmieniający. Ratującego zwierzęta, przenosząc żuczki i ślimaki w bezpieczne dla nich miejsca. Magię znający nie tylko z teorii, ale i z praktyki. Lubiący książki, historię i słone paluszki. Na Okult.pl jak lajkonik na rynek przybyłem by w tym poważnym miejscu objawiać jeszcze poważniejsze, oj naprawdę poważniejsze wieści z wiedzy wszelakiej, czy to magicznej, czy zuchwałej.

Zostaw wiadomość

Leave a comment


This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.


Copyright 2017 © All Rights Reserved Okult.pl, Krakowski Stańczyk     Designed by Okult.pl